Obozy Żeglarskie Pieczyska 2009 zakończone

Dnia 16.08.2009r zakończyły się obozy żeglarskie w Pieczyskach. Jak co roku odbyły się II turnusy. Na I turnusie na stopień żeglarza uczyło się ok. 40 osób. Na II turnusie do egzaminu przystąpiło ok. 20 osób. W zajęciach dla grup turystycznych na obu turnusach uczestniczyło ponad 30 osób.

Pogoda w tym roku była zmienna i pozwoliła młodym żeglarzom sprawdzić się w rozmaitych warunkach. Uczestnicy obozów nie tylko się szkolili, ale również integrowali się przy obozowych ogniskach, poznali smak żeglarstwa na rejsach turystycznych po Zalewie Koronowskim lub startując w Ogólnopolskich Regatach Młodzieżowych.

Wszystkim, którzy przyczynili się do sprawnej organizacji tegorocznych obozów składamy podziękowania a uczestników zapraszamy ponownie w przyszłym roku oraz do korzystania z klubowych jachtów.

Podobne wpisy

  • Zakończenie sezonu 2009

    W dniu 24 października 2009 roku w świetlicy klubowej w Pieczyskach liczne, pomimo niesprzyjającej jesiennej pogody, grono członków i sympatyków WKŻ Pasat oficjalnie zakończyło sezon nawigacyjny 2009.

    Komandor WKŻ Pasat Andrzej Krupski podziękował aktywnym członkom Klubu za zaangażowanie w działalność Klubu. Dyplomami i symbolicznymi upominkami wyróżnieni zostali Kol. Kol.:

    Agnieszka Przepierska

    Zdzisław Skorupski

    Mieczysław Bartnik

    Piotr Lawer

    Romuald Galor

    Jolanta Smiegel

    Bogumił Smiegel

    Ignacy Marzecki

    Marek Czerwiński

    Marcin Łażewski

    Mariusz Sulewski

    Wszystkim wyróżnionym, jak również tym, którzy z jakichkolwiek przyczyn nie zostali imiennie wyróżnieni, a angażowali się w działalność Klubu serdecznie dziękujemy.

    Komandor Klubu poinformował również o przyznaniu przez Ministerstwo Sportu i Turystyki WKŻ Pasat Honorowej Odznaki „Za Zasługi dla Turystyki”.

    Nie zabrakło również niespodzianki dla obchodzącej w dniu zakończenia sezonu urodziny Kol. Marty Kossakowskiej oraz niedawnej solenizantki Kol. Ireny Biernackiej.

    Po części oficjalnej członkowie i sympatycy Pasatu biesiadowali w klubowej świetlicy. Niestety padający deszcz nie pozwolił na rozpalenie ostatniego w tym sezonie ogniska.

  • 38 Bal Żeglarza

    W dniu 4 lutego 2012 roku 160 osób bawiło się na 38 Balu Żeglarza zorganizowanym jak co roku przez WKŻ Pasat Oddziału PTTK przy Klubie Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych. Tym razem bawiliśmy się w pięknie odrestaurowanej Restauracji Telimena przy ulicy Gajowej. 

    bal20122.gif
    bal20121.gif

    Bal prowadzili Agnieszka Przepierska i Krzysztof Filasiński (jako wodzirej balu) przy dużym zaangażowaniu Doroty Krupskiej. Do tańca grał zespół Bronx. Honorowymi gośćmi na balu byli bohaterowie rejsu Solanusem w osobach: kapitana Bronisława Radlińskiego, I Oficera Romana Nowaka oraz Włodzimierza Palmowskiego – jednego z członków załogi którzy opłynęli postrach żeglarzy – Przylądek Horn. Załoga Solanusa została uhonorowana przez organizatorów balu unikatowymi kotwiczkami wykonanymi przez Ryszarda Grzegorzewskiego. 

    bal20123.gif
    bal20124.gif

    Bal Należy zaliczyć do bardzo udanych. Bawili się żeglarze z następujących klubów: BKŻ, KŻ Szkwał, KŻ Szuwarek ze Szczecina, WKŻ Pasat oraz liczna grupa żeglarzy niezrzeszonych.Na balu nie zabrakło również żeglarzy reprezentujących inne miasta i regiony: Gdańsk, Wrocław, Poznań, Warszawa, Toruń, Włocławek. Najliczniejszą załogę zgromadził kapitan Tomasz Romaniuk, następnie Klub PTTK Wędrowiec z grupą Morsów. Uczestnicy balu w wyśmienitych nastrojach bawili się do białego rana, co można zobaczyć na poniższych zdjęciach.

    Z żeglarskim pozdrowieniem do zobaczenia za rok na 39 Balu Żeglarza.

  • 42 Regaty Wojskowe

    W dniu 15 sierpnia już po raz 42. odbyły się na Zalewie Koronowskim  regaty żeglarskie dla uczczenia Święta Wojska Polskiego. Tegorocznym organizatorem był nowo utworzony Oddział Żeglarski PTTK „PASAT” z Bydgoszczy, który jest spadkobiercą dorobku i tradycji Wojskowego Klubu Żeglarskiego „PASAT” działającego wcześniej w strukturach Oddziału PTTK przy Inspektoracie Wsparcia Sił Zbrojnych. 

    Frekwencja dopisała – na starcie stanęły 34 załogi w sześciu klasach: T-1, T-2, T-3, Orion, Omega, wolna. Wśród nich pierwszy raz udział wzięły reprezentacje bydgoskich jednostek wojskowych: Inspektoratu Wsparcia Sił Zbrojnych, 11. Wojskowego Oddziału Gospodarczego i Jednostki Wojskowej 1515. Również dużym zadowoleniem dla organizatorów był udział w regatach dużej liczby najmłodszych żeglarzy. Po wyrównanej rywalizacji komisja sędziowska pod przewodnictwem Agnieszki Przepierskiej wyłoniła zwycięzców.

    Klasa T-1

    1. Ryszard Kowalski (BKŻ),

    2. Robert Pasternacki (niezrzeszony),

    3. Damian Skałecki (OŻ PTTK „PASAT”).

    Klasa T-2:

    1. Michał Komosiński (OŻ PTTK „PASAT”),

    2. Mirosław Rygielski (OŻ PTTK „PASAT”),

    3. Robert Chorążewicz (OŻ PTTK „PASAT”).

    Klasa T-3:

    1. Adam Niedźwiedzki (BKŻ),

    2. Rafał Rafalski (niezrzeszony),

    3. Bartłomiej Pomianowski (OŻ PTTK „PASAT”).

    Klasa Orion:

    1. Błażej Sarnecki (YKP),

    2. Lech Filipp (OŻ PTTK „PASAT”),

    3. Jan Kuras (OŻ PTTK „PASAT”).

    Klasa Omega:

    1. Tadeusz Grajewski (BKŻ),

    2. Marcin Drużkowski (niezrzeszony),

    3. Stefan Kalinowski (KŻ Kormoran).

    Klasa wolna:

    1. Krzysztof Myk (BKŻ),

    2. Witold Tejkowski (BKŻ),

    3. Agata Myk (BKŻ).

  • Relacja z Młodzieżowego Rejsu Morskiego

     W dniach: 26.06 2010 – 10.07.2010 odbył się I Młodzieżowy Rejs Morski Kopenhaga 2010.

    Jacht: s/y Dar Świecia PZ-2317, szkuner sztakslowy, powierzchnia ożaglowania 74 m2

    Trasa rejsu (odwiedzone porty): Gdańsk – Hel – Ronne – Ystad – Falsterbokanal – Kopenhaga – Allinge – Svaneke – Łeba – Gdańsk.

    Przebytych mil morskich: 559

    Godzin pływania: 174,5 (w tym 134,5 pod żaglami i 40 na silniku)

    Idea tego rejsu powstała już ponad rok wcześniej, ale ze względu na problemy z wyczarterowaniem odpowiednio dużego jachtu za odpowiednio przystępną cenę na realizację przyszło trochę poczekać. Na początku było szkolenie: obozy żeglarskie, które WKŻ Pasat organizuje co roku i kursy wiosenne. Ludzie kończący kursy często pojawiali się na naszej przystani w Pieczyskach, niektórzy zapisywali się do Klubu, a młodzież przyjeżdżała na kolejne obozy, by po uzyskaniu patentu pływać pod szyldem Pasatu w rejsach po Zalewie Koronowskim klubowymi jachtami. Tak też trafili do nas uczestnicy tego rejsu. Znalazło się kilku młodych członków i sympatyków Pasatu, którzy zapragnęli posmakować żeglarstwa morskiego i zdobyć pierwsze szlify w dążeniu do uzyskania stopnia sternika jachtowego. Po początkowych problemach kapitan Krzysztof Laskowski, który zgodził się dowodzić rejsem zdołał wyczarterować jacht. Dzięki uprzejmości armatora – Yacht Clubu Morskiego Columbus ze Świecia, któremu składamy serdeczne podziękowania, na przystępnych warunkach udostępniono nam na dwa tygodnie stalowy szkuner sztakslowy „Dar Świecia„. Od jesieni ubiegłego roku zaczęliśmy planować rejs i pełną obsadę. Docelowym portem była stolica Danii – Kopenhaga. Już  w styczniu wszystkie miejsca w załodze były zarezerwowane. W rejsie udział biorą:

    Kap. j. Krzysztof  Laskowski – kapitan

    St. j.  Mariusz Sulewski – I oficer

    J. st. m. Jan Kromski – II oficer

    Ż.j. Adrianna Czajkowska

    Ż.j. Michał Ciborski „Ciby”

    Ż.j. Piotr Gomoła „Gomez”

    Ż.j. Marcin Łażewski

    Ż.j. Ignacy Marzecki

    Ż.j. Michał Mendyk „Czołg”

    Wszyscy poza kadrą oficerską pierwszy raz na morzu i wszyscy wyszkoleni na obozach i kursach WKŻ Pasat. Średnia wieku morskich neofitów 17-18 lat. Ostatnie tygodnie przed rejsem, to dla większości gorączkowe przygotowania: jak się wyposażyć, jakie dokumenty trzeba mieć przy sobie, jaką walutę, prowiant, ubezpieczenia i wiele, wiele innych drobiazgów oczywistych dla tych, którzy po morzach pływają od lat, ale nie dla tych, którzy wybierają się w swój pierwszy rejs.

    No i nastał pierwszy dzień. Krótko po godzinie 9.00 wszyscy uczestnicy stawili się w porcie w Górkach Zachodnich. Wybrzeże przywitało nas piękną słoneczną pogodą. Bosman sprawnie przekazał nam jacht i rozpoczęło się wielkie pakowanie. Ku wielkiemu zdziwieniu góra bagaży znikła z kei we wnętrzu jachtu i jeszcze pozostało miejsce dla uczestników. Krótkie szkolenie dotyczące zasad bezpieczeństwa, używania pasów bezpieczeństwa, alarmów, i wychodzimy na Zatokę Gdańską. Wiatr nam nie sprzyjał, mało że wiał słabo, to jeszcze w kierunków północnych, co zmusiło nas do halsówki. Na szczęście z czasem wiatr wzmógł się i jacht nieco nabrał prędkości. Około 20.00 osiągnęliśmy pierwszy port – Hel, gdzie postanowiliśmy przenocować i poczekać na zapowiadany północno-wschodni wiatr. Pierwsze wrażenia za nami i choć chwilami przechyły były spore, to chorobie morskiej nikt się nie poddał.

    Niedzielny poranek przywitał nas pięknym słońcem i słabym wiatrem. Krótki spacer po Helu, wizyta w fokarium i koło południa czas wyjść w morze. Wiatr rzeczywiście odkręcił na korzystny kierunek i wiał z siłą 2-30 B. Płynęliśmy wzdłuż Półwyspu Helskiego z zawrotną prędkością 3 węzłów, spokojne morze i tylko jeden incydent zmącił sielską atmosferę na pokładzie. Załogant zaznaczający pozycję na mapie poinformował ku zdziwieniu wszystkich na pokładzie, że…  znajdujemy się na lądzie. Oczywiście wprawne oko oficera szybko „zepchnęło” jacht z mielizny i poprawiona pozycja znalazła się na mapie. Wieczorem minęliśmy przylądek Rozewie i skierowaliśmy się w stronę Bornholmu.

    Cały poniedziałek płynęliśmy dość jednostajnie na zachód stopniowo oddalając się od polskiego wybrzeża. Po minięciu trawersu Wzgórza Rowokół traciliśmy kontakt wzrokowy z krajem. W międzyczasie uczestnicy rejsu stopniowo wgłębiali się w obsługę urządzeń pokładowych, zasady prowadzenia nawigacji i zapisów w dzienniku jachtowym. Stosunkowo spokojne morze ułatwiało łagodną aklimatyzację do morskich warunków. W wolnych chwilach na szerokim pokładzie rufowym zbierał się klub miłośników gry w Rummy, taką odmianę Remika, w której zamiast kart używa się plastikowych klocków. Świetna rozrywka na długie rejsowe godziny.

    We wtorkowy poranek ujrzeliśmy zarysy Bornholmu. Po drodze mijał nas żaglowiec Marynarki Wojennej ORP Iskra, nie obyło się bez salutowania banderą. Zdecydowaliśmy, że wchodzimy do Ronne. Dotarcie do stolicy wyspy zajęło nam pół dnia, podczas którego wachty po kolei uczyły się obsługi szczotki do szorowania pokładu i kokpitu. Zdziwiliśmy się że ten jacht może wyglądać o wiele lepiej niż na początku rejsu przy użyciu zwykłej szczotki i odrobiny detergentu. Popołudniem zacumowaliśmy w porcie jachtowym w Ronne. Udaliśmy się na pobliską plażę. To nie może być Bałtyk! – tak większość uczestników rejsu zareagowała na krystalicznie czystą wodę, która oprócz tego że czysta okazała się niestety być niewiarygodnie zimna. Później wycieczka po urokliwym kilkunastotysięcznym miasteczku, spokojne uliczki z ciekawą architekturą, małe sklepiki i kafejki, galerie sztuki. Dla większości uczestników był to pierwszy kontakt z Danią i Bornholmem w szczególności. Niestety wieczorna prognoza pogody  pogorszyła nasze nastroje: zapowiadała aktywny front i silne zachodnie wiatry przez kolejne dni. Gdyby się sprawdziła mogłoby to poważnie zagrozić terminowemu dotarciu do Kopenhagi.

    Poranek przywitał nas przelotnym deszczem i zachodnim wiatrem o sile 5-6 0B. Krótka narada załogi i decyzja: próbujemy. W południe wyszliśmy z portu na rozkołysane wody zachodniego Bałtyku. Oczywiście halsówka, przechyły i coraz większy rozkołys. To był test, mający pokazać kto już się zaaklimatyzował i nie straszne mu trudniejsze warunki. Załoga zdała ten test. Poza pojedynczymi przypadkami składania hołdów dla Neptuna  przez jednego z załogantów, który mimo tego mógł normalnie funkcjonować. Nikt nie zapadł na cięższe odmiany choroby morskiej. Ignacemu i Marcinowi tak spodobało się huśtanie, że ubrani na sztormowo zajęli miejsca obserwacyjne na koszu dziobowym, gdzie byli systematycznie podmywani przez falę. Prawdziwej odporności wymagała praca w kambuzie, ale tam już nie wszyscy chętnie się pchali, a niektórzy przebywając tam przez chwilę przybierali dziwnie nienaturalne barwy. Tutaj poza II oficerem – Jankiem znakomicie sprawdzili się Marcin, „Ciby” i „Czołg” . Po drodze trzeba było przeciąć rutę, na której niczym na Trasie Marszłkowskiej sunęły jeden za drugim kontenerowce, masowce i tankowce. W obie strony. Przydał się jachtowy radar, a przede wszystkim wzmożona obserwacja wachty nawigacyjnej.

    Około 2.00 w czwartek postanowiliśmy zawinąć na chwilę do Ystad. Zrobiliśmy sobie nocną wycieczkę po tym portowym miasteczku (no może poza Ignacym, który z własnego wyboru pełnił wachtę portową we własnej koi i niespecjalnie miał ochotę się z nią rozstać). Wyszliśmy o 6.00 rano, ciężko było wstać, a westowa szóstka jeszcze nie przestała wiać, więc czekał nas kolejny dzień halsówki w kierunku Kanału Falsterbo. Cała załoga przyzwyczaiła się już do rozkołysu i przechyłów, a wiatr stopniowo odkręcał dając możliwość płynięcia wzdłuż szwedzkiego wybrzeża. Nudę zabijano pracami na pokładzie. Praktycznie każdy miał swój wkład w to, że kolejne powierzchnie antypoślizgowe odzyskiwały oryginalny kolor. Szczególne zasługi oddała tu wachta druga, czyli „Gomez” i „Czołg”. Z kolei Ignacy zabrał się za „glansowanie mosiądzów”, dzięki czemu mosiężne knagi zaczęły wyglądać prawie jak nówki. Popołudniem dopłynęliśmy w okolice Trelleborga, gdzie trzeba było zachować ostrożność z uwagi na duży ruch promów. W końcu ujrzeliśmy wejście do Kanału Falsterbo. Żagle w dół i korzystając z „dieselgrota” pokonujemy kanał. Po przepłynięciu zwodzonego mostu zacumowaliśmy w pobliskiej marinie i poszliśmy na krótki spacer po okolicy.

    Po drodze napotkaliśmy niezliczone roje małych muszek. Do historii lingwistyki stosowanej przejdzie przypadek „Gomeza”, który w trzech znanych sobie językach próbował dowiedzieć się od tubylców jak trafić na pocztę. Problem polegał na tym że używał trzech języków jednocześnie, a w dodatku jakby na złość żaden z tych języków nie był językiem szwedzkim. Po powrocie na jacht mieliśmy okazję podziwiać niecodzienne widowisko: o zachodzie słońca wzdłuż widocznego z mariny olbrzymiego mostu łączącego szwedzkie Malmo z duńską Kopenhagą rozbłysły efektowne fajerwerki. Od miejscowych dowiedzieliśmy się że to z okazji 10-lecia funkcjonowania tego arcydzieła sztuki inżynierskiej.

    W piątkowy poranek przy dość silnym południowym wietrze na samym grocie wyruszyliśmy do Kopenhagi. Po drodze mijaliśmy olbrzymią farmę wiatrową na środku Oresundu, potem wzdłuż mostu, którego ogrom mogliśmy podziwiać dopiero z bliska  sunęliśmy baksztagiem ku duńskiej stolicy. Nawigowanie w tym rejonie wymaga sporej koncentracji, pławy torowe, znaki kardynalne, stawy, spory ruch statków – to musiało robić wrażenie na tych , którzy pierwszy raz widzą coś takiego. No i niezapomniane wrażenia – samoloty podchodzące do lądowania na Kopenhaskim lotnisku Kastrup w odstępach dokładnie jednominutowych. Wydawało nam się że zahaczą o nasze maszty, ale oczywiście było to tylko wrażenie.  Zwiedzanie Kopenhagi zaczęliśmy od opłynięcia kanałów portowych. Z wody to hanzeatyckie miasto wygląda naprawdę okazale. Popołudniem zacumowaliśmy w marinie Langelinie położonej w pobliżu słynnej kopenhaskiej Syrenki. Niestety nie dane było nam zobaczyć syrenki na żywo, gdyż została przewieziona na światową wystawę Expo, a w miejscu oryginału stał telebim pokazujący na żywo Syrenkę w … Chinach. Wieczorem na kończącego akurat w ten dzień okrągłe osiemnaście lat „Czołga” czekała niespodzianka: stylowy tort urodzinowy z osiemnastoma „świeczkami” autorstwa Ady i Marcina. Urodzinowa impreza na niewielkim jachcie może nie przypominała wieczoru w klubie, ale też było nieźle. W sumie to szkoda że nie mogliśmy przesiąść się choć na chwilę na stojący nieopodal m/y Octopus – szósty pod względem wielkości jacht motorowy świata – taki pływający prywatny hotel wielkości niedużego promu, no ale cóż solenizant nie rozdał nam wejściówek.

    Sobota, to dzień zwiedzania miasta i robienia zakupów. No tak w tym żeglarstwie to jednak najbardziej bolą nogi, a upał coraz mocniej dawał się we znaki, ale widok z wieży kościelnej po pokonaniu ponad 400 schodów – bezcenny – Kopenhaga w całej okazałości u naszych stóp. Wieczorem  wizyta na Nyhavn, gdzie po całodziennym upale orzeźwiły nas chłodzące napoje zakupione w Havnekiosken. I ten niepowtarzalny klimat, te tłumy ludzi z różnych stron świata, mówiących różnymi językami.

    Niedzielne przedpołudnie, to zajęcia w podgrupach – bieganie po centrum, zmiana warty przed Pałacem Królewskim (nieco mniej okazała niż w Londynie) i męczący upał. Po obiedzie wychodzimy w morze. Cel – powrót do Kanału Falsterbo. Dopiero po wypłynięciu z miasta temperatura robi się znośna, ale ze względu na słaby wiatr jeszcze długo podpieramy się silnikiem. Wieczorem Polskie radio podało oczekiwane z ciekawością wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich. Do kanału dopłynęliśmy około 22.30. Niestety było to pół godziny po ostatnim planowym otwarciu mostu nad kanałem, co zmusiło nas do przeczekania nocy w porcie.

    W poniedziałkowy poranek wyruszyliśmy wzdłuż szwedzkiego wybrzeża w kierunku Bornholmu. Piękna słoneczna pogoda i ciepły południowo-zachodni wiatr o sile 3-40B powodowały iście plażową żeglugę. Co niektórzy nieźle się spiekli. Pod wieczór jednak niebo zaczęło się chmurzyć. Gdy po raz drugi przechodziliśmy „Trasę Marszałkowską” dla statków już każdy wiedział jak ocenić niebezpieczeństwo zderzenia na wodzie. Przed nami wysokie klify Bornholmu i wznoszące się nad nimi ruiny zamku Hammershus, za nami gęstniejące chmury i doganiający nas słaby deszcz. Płyniemy w kierunku stojącej na skalnym przylądku latarni Hammerodde. Po północy mijamy przylądek i kierujemy się do portu w miasteczku Allinge.

    Wtorkowy poranek przywitał nas chłodem i silnym zachodnim wiatrem. Spacer po Allinge i niespodzianka – północne wybrzeże Bornholmu jest zupełnie inne niż to znane z Ronne. Skały i wydrążone w nich niewielkie zatłoczone porciki. Korzystając z miejscowych marketów uzupełniamy braki w jachtowej spiżarni i pełną prędkością dochodzącą do 7 węzłów płyniemy w kierunku Christianso. Postanowiliśmy opłynąć wyspę – twierdzę , jednak bez zawijania do portu. Wrażenie jest niesamowite: skaliste brzegi dwóch małych wysepek połączonych kładką wzmocnione są murami obronnymi, na których rozstawione są dziesiątki dział. Ci Szwedzi to faktycznie łatwo nie mieli jak próbowali zdobywać wyspę. Nad całością góruje wieża dawnej twierdzy przerobiona na latarnię morską. Wewnątrz  portu tak ciasno, że nawet gdybyśmy chcieli, to nie było gdzie zaparkować naszego ponad trzynastometrowego „pancernika”. Skierowaliśmy się na południe w kierunku Svaneke. Wiatr chwilami jeszcze przybierał na sile, co powodowało że płynąc półwiatrem rozpędziliśmy się do 8 węzłów. Dotarcie do Svaneke zajęło nam około 1,5 godziny. Port był podobnie zatłoczony jak na Christianso, więc sporo czasu zajęło nam znalezienie bezpiecznego sposobu zacumowania.

    Svaneke to miejscowość typowo turystyczna, na uliczkach spotkać można sporo naszych rodaków. Oczywiście wybraliśmy się na spacer po urokliwym miasteczku: wystawy, artystyczna huta szkła, czy wytwórnia cukierków, gdzie można obejrzeć od początku do końca cały proces produkcji, czy ciekawy ewangelicki kościół, to tylko niektóre z odwiedzonych przez nas miejsc. Nie sposób było odmówić sobie przyjemności skosztowania wędzonych ryb w jednej z najbardziej znanych wędzarni na całym Bornholmie. Wieczór spędziliśmy oglądając telewizję w portowej świetlicy, do której każdy płacący za postój jachtu ma prawo wstępu. Z resztą Svaneke odwiedzałem zawsze z przyjemnością gdy byłem w rejonie Bornholmu, a miejscowy Bosman, który zawsze jest przyjaźnie nastawiony naszą kolejną (choć pierwszy raz tak dużym jachtem) wizytę w Svaneke uhonorował zwolnieniem nas z opłaty za postój.

    Środowe przedpołudnie spędziliśmy chodząc po Svaneke, a po obiedzie  wypłynęliśmy ku brzegom ojczystym – kierunek Łeba. Pod wieczór zachodni wiatr zaczął tężeć  i wiało 6 0B. Na otwartym morzu objawiało się to sporym rozkołysem i  latającymi po wnętrzu jachtu ruchomymi elementami wyposażenia. Ale tym razem załoga była już uodporniona na morskie bujanie. W nocy musieliśmy uważać na słynne akweny nawigacyjne nr 6 i 6a, na których odbywały się manewry wojskowe.

    Gdy wstał świt płynęliśmy już wzdłuż polskiego wybrzeża systematycznie się do niego zbliżając. Wreszcie byliśmy w zasięgu polskiej telefonii. Około południa zacumowaliśmy w największej chyba marinie jachtowej wzdłuż polskiego wybrzeża w Łebie. Miasto przywitało nas upalną pogodą. Korzystając z okazji odwiedziliśmy świetnie wyposażony sklep żeglarski, po czym udaliśmy się na dłuższy spacer do centrum. Szkoda, że piękna marina powstała tak daleko od centrum miasta. Wieczór spędziliśmy na słuchaniu szant w portowej tawernie i dyskusjach o kończącym się  rejsie.

    W piątkowy poranek udaliśmy się w ostatni etap rejsu – do Górek Zachodnich. Wiatr był słaby, więc jacht leniwie pokonywał  kolejne mile po gładkiej tafli morza. Najdłużej trwało tradycyjnie minięcie Rozewia, do którego dotarliśmy pod wieczór. Wiatr mało  jeszcze osłabł, i w dodatku zaczął kręcić. Przez czterogodzinną wachtę upłynęliśmy całe 2 mile. Nad ranem wobec braku widocznych oznak poprawy warunków wietrznych przeszliśmy na napęd mechaniczny, z pomocą którego przed południem dotarliśmy do macierzystego portu.   Pozostało tylko sklarować jacht (bosman był pod wrażeniem), uzupełnić formalności (dziennik jachtowy, opinie – rzecz jasna pozytywne, wpisy do książeczek) i wyokrętować się. Wszyscy uczestnicy rejsu twierdzili i twierdzą nadal, że gdyby tak ktoś przyszedł i zapytał: stary, czy masz czas, to oczywiście płyną w kolejny rejs.

  • Andrzejki 2009

    W sobotę 28 listopada 2009 liczne grono członków i sympatyków WKŻ Pasat spotkało się w jesiennej scenerii na przystani w Pieczyskach na dorocznym Spotkaniu Andrzejkowym.


    Ciepła i bezdeszczowa pogoda pozwoliła na rozpalenie ogniska i wspólne pieczenie kiełbasek. Później uczestnicy spotkania przenieśli się do klubowej świetlicy na poczęstunek przygotowany przez solenizanta. Nie zabrakło akompaniamentu gitary kol. Franciszka Ostropolskiego oraz rzecz jasna toastów za zdrowie solenizanta – komandora Andrzeja Krupskiego. Oczywiście my również przyłączamy się do życzeń: dużo zdrowia, szczęścia i wiele satysfakcji z działalności w Klubie.

  • |

    XXV Regaty Pamięci za nami

    W dniach 13 – 14 września 2025 roku w Pieczyskach nad Zalewem Koronowskim żeglarze już po raz XXV spotkali się na przystani OŻ PTTK PASAT, aby uczcić pamięć tych bydgoskich żeglarzy, którzy wypłynęli na rejs po niebiańskim oceanie. Głównym organizatorem regat w tym roku był Oddział Żeglarski PTTK „Pasat”. To właśnie dwóch zasłużonych działaczy Pasatu niestety w ostatnim roku dołączyło do długiej listy tych, których pamięć czcimy: wieloletni komandor Pasatu Andrzej Krupski oraz kapitan i instruktor żeglarstwa – Krzysztof Laskowski.  Współorganizatorami regat były już tradycyjnie Bydgoski Klub Żeglarski oraz Klub Żeglarski Wind Koronowo.

    Do regat zgłosiło się 28 jachtów (57 uczestników) w klasach: T-1, T-2, T-3, Venus, Omega, Finn, Laser.

    13 września przywitał nas słabym wiatrem. Po uroczystym rozpoczęciu, podczas którego odczytano listę ponad 70 nazwisk działaczy żeglarskich, którzy odeszli na wieczną wachtę; komandorzy klubów, przedstawiciele rodzin zmarłych działaczy i zaproszeni goście udali się na Rejs Pamięci statkiem NIVA, podczas którego tradycyjnie rzucono na wodę wieniec. W tym czasie sędzia główny Patryk Romanowski wystartował uczestników. Jako że warunki wietrzne poprawiły się, udało się rozegrać 5 wyścigów punktowanych w poszczególnych klasach. Po zakończonych sportowych zmaganiach na uczestników czekała grochówka.

    Sobotni wieczór uczestnicy regat spędzili na żeglarskiej biesiadzie przy szantach granych przez zespół Własny Port. 

    14 września zaplanowany był wyścig o Błękitną Wstęgę Zalewu Koronowskiego. Z uwagi na bardzo słaby wiatr tylko 7 załóg zdecydowało się wystartować. Trasa wyścigu rozstawiona została pomiędzy Pieczyskami a Wielonkiem.

    Wyniki wyścigu o Błękitną Wstęgę:

    MNrZałogaM1Pkt
    1GawraAdam Niedźwiecki11.00
    2POL 66Adam Grajewski22.00
    3EnterpriseWojciech Górec33.00
    4BarbossaBartłomiej BiałyDSQ7.00
    4StratusStefan KalinowskiDSQ7.00
    4TygrysBartosz NicińskiDSQ7.00

    Wyniki w poszczególnych klasach:

    klasa: T-1

    MNrZałogaPkt
    1Wiesiek HolWiesłąw Paterski
    Wojciech Górec
    4.00
    2BD96 ZjawaMarek Wierczewski
    Marlena Adamska
    8.00
    3XMichał Mączka
    Kazimierz Mączka
    12.00

    klasa : T-2

    MNrZałogaPkt
    1POL 526 TygrysBartosz Niciński
    Barbara Nicińska
    Krzysztof Kowalski
    4.00
    2BD828 MarboMarek Bonk
    Piotr Lewandowski
    8.00
    3PL000902 EolOliwia Jóźwiakowska
    Marcin Jóźwiakowski
    12.00

    klasa : T-3

    MNrZałogaPkt
    1BD521 GawraAdam Niedźwiedzki
    Ewa Tomasik
    5.00
    2Ayer 5Bartłomiej Pomianowski Wojciech Pomianowski6.00
    3BarbossaBartłomiej Biały
    Barbara Biały
    12.00
    4S-27, JW2Wiesław Gancarek
    Jan Pantkowski
    16.00
    5REM 3Mirosław Rygielski
    Artur Augustynowicz
    17.00
    6ShallowAdam Rozkwitalski
    Jerzy Witek
    23.00

    klasa Venus

    MNrZałogaPkt
    1TajfunStanisław Kozyra Jan Byzdra Przemysław Krabiś4.00
    2BD4 MychaRomuald Galor Dawid Andrecki9.00

    klasa: Omega

    MNrZałogaPkt
    1199 StratusStefan Kalinowski
    Krzysztof Kosmalski
    Wojciech Kosmalski
    4.00
    2POL 73 KogaJacek Laskowski
    Agnieszka Breitenbach Aleksandra Dopierała-Laskowska
    8.00
    36Arkadiusz Żurakowski
    Maciej Szymczak
    Jerzy Kania
    Aleksandra Szymańska
    Dariusz Michalski
    12.00
    43Radosław Cieślewicz
    Adrian Miotk
    Jakub Truszkowski
    15.00

    klasa: Finn

    MNrZałogaPkt
    1POL 71Dariusz Kozłowski6.00
    2POL 420Jakub Bogdański8.00
    3POL 342 (38)Michał Wieszok9.00
    4POL 66Adam Grajewski12.00
    5POL 707Agnieszka Kowalska20.00
    6POL 806Marcin Sobieszczyk21.00
    7POL 44Tomasz Posiadeł27.00

    klasa Laser

    MNrZałogaPkt
    1POL 212510Piotr Biały4.00
    2POL 19696Klara Mikołajczyk7.00
    3POL 21812Mateusz Kowalski11.00

    Po godzinie 15 odbyło się uroczyste wręczenie pucharów, dyplomów i upominków ufundowanych przez kluby organizujące regaty. Każdy uczestnik otrzymał również okolicznościowy medal. W imieniu Bractwa Zardzewiałej Kotwicy Wiesław Tazbir wręczył okolicznościowe pamiątki za wytrwałość 2 żeglarzom, którzy brali udział we wszystkich dotychczasowych Regatach Pamięci: Romualdowi Galorowi (Pasat) i Adamowi Niedźwiedzkiemu (BKŻ).

    Komandor OŻ PTTK Pasat Mariusz Sulewski podziękował współorganizatorom oraz komisji regatowej za organizację regat, a uczestnikom za bezpieczną i sportową rywalizację. Komandor KŻ WIND Wiesław Gancarek zaprosił wszystkich żeglarzy na kolejną 26 edycję Regat Pamięci w przyszłym roku na przystań w Romanowie. Zatem do zobaczenia na kolejnych Regatach Pamięci, oby tylko lista uczestników była coraz dłuższa, a lista odczytywanych się nie wydłużała.

Dodaj komentarz