Biwak Bezpieczne Wakacje 2011

W dniach 14-15.06.2011 PTTK przy POW  wraz z Bydgoską Strażą Miejską zorganizowali coroczny  biwak „Bezpieczne wakacje” na terenie przystani w Pieczyskach.

biwak111.gif

Uczestnikami biwaku było 24 wychowanków Bydgoskiego Zespołu Placówek Opiekuńczo- Wychowawczych oraz 7 jungów szkolnego klubu LMiRz przy SP65. Program obejmował  liczne konkursy, zawody strzeleckie oraz  darta, a  firma STENA nie zawiodła z atrakcyjnymi nagrodami.    Zajęcia sportowo – rekreacyjne były przeplatane pogadankami z zakresu szeroko rozumianego  bezpieczeństwa, realizowane przez Strażnika Miejskiego Zbigniewa Białkowskiego. Komendant Jan Michalski wraz ze strażakami OSP Koronowo  przeprowadzili szkolenie przeciwpożarowe połączone z praktycznym pokazem  użycia sprzętu przeciwpożarowego. Wielką niespodziankę dla uczestników biwaku przygotował Waldemar Lewicki, który wraz z kolegą przedstawili akrobacje na  paralotniach. Na zakończenie pokazu bombardowali  cukierkami.

biwak112.gif

  Pogoda  dopisała, a sprzyjający wiatr zapewnił uczestnikom niezapomniane przeżycia podczas rejsów jachtami po Zalewie Koronowskim.  Dzieci  przeżyły swoją pierwszą przygodę z żeglarstwem. Impreza ta miała na celu propagowanie żeglarstwa wśród dzieci i młodzieży, ale też naukę bezpiecznych form wypoczynku nad wodą. Uczestnicy byli bardzo zadowoleni i już pytali z zainteresowaniem o następne tego typu imprezy.   Realizacja projektu na lądzie Ireneusz Walkowiak, Rafał Walkowiak, Paulina Witucka, a na wodzie sternicy Mariusz Sulewski, Marek Czerwiński, Tadeusz Szukiel , Tadeusz Wierczewski oraz Piotr Lawer.

Podobne wpisy

  • Regaty Toruń-Bydgoszcz 2006

             Po raz 43 zostały rozegrane regaty długodystansowe na Wiśle z Torunia do Bydgoszczy na trasie liczącej ponad 40 kilometrów.Wystartowały 54 jachty ze 144 zawodnikami z 20 klubów z całego kraju.

    Słaby, przeciwny wiatr spowodował iż, pierwsza łódka, a była nią OMEGA prowadzona przez Tadeusza Grajewskiego z BKŻ Bydgoszcz, zameldowała się na mecie dopiero po ponad 4 godzinnej żegludze.

    Wreszcie po kilku latach porażek z żeglarzami toruńskimi, bydgoszczanie skompletowali dwie szybkie jednostki, na których wystartowali reprezentanci naszego Urzędu Miasta: wiceprezydent Lidia Wilniewczyc oraz skarbnik Ambroży Pawlewski. Startując w klasie Prezydenckiej zajęli odpowiednio pierwsze i czwarte miejsce. 

             Regaty w Toruniu otworzyli wspólnie Wojewoda Kujawsko-Pomorski Józef Ramlau, Wiceprezydent Torunia Zbigniew Fiderewicz i Prezydent Bydgoszczy Konstanty Dombrowicz. W takim samym składzie dokonali uroczystego zamknięcia regat, które odbyło się na brzegu Brdy przed halą sportową „ŁUCZNICZKA”.          Puchar Związku Miast Nadwiślańskich w klasie Prezydenckiej pozostaje w Bydgoszczy.

    Okazały puchar Wojewody Kujawsko-Pomorskiego za najliczniej reprezentowany klub w regatach zdobyli żeglarze Wojskowego Klubu Żeglarskiego „PASAT” z Bydgoszczy.         

     Puchar dla najszybszego jachtu regat otrzymał Tadeusz Grajewski z Bydgoskiego Klubu Żeglarskiego.         

     Zwycięzcy poszczególnych klas uhonorowaniu zostali medalami i pucharami. Nagrodą główną był silnik do jachtu, wylosowany przez żeglarzy z MKŻ Żnin.

    Po uroczystym zakończeniu regat przy Hali Łuczniczka w Bydgoszczy uczestnicy regat wzięli udział w festynie zorganizowanym z okazji 660-lcia Bydgoszczy. Szantowo grali: EKT Gdynia, Własny Port. Na Starym Rynku odbył się koncert zespołu BAJM, a całość uświetnił wielki pokaz świateł i sztucznych ogni.

             W niedzielę 4 czerwca br.  żeglarze toruńscy, którzy zapowiedzieli rewanż w przyszłym roku, odpłynęli za holownikiem do grodu Kopernika.

  • Andrzejki 2009

    W sobotę 28 listopada 2009 liczne grono członków i sympatyków WKŻ Pasat spotkało się w jesiennej scenerii na przystani w Pieczyskach na dorocznym Spotkaniu Andrzejkowym.


    Ciepła i bezdeszczowa pogoda pozwoliła na rozpalenie ogniska i wspólne pieczenie kiełbasek. Później uczestnicy spotkania przenieśli się do klubowej świetlicy na poczęstunek przygotowany przez solenizanta. Nie zabrakło akompaniamentu gitary kol. Franciszka Ostropolskiego oraz rzecz jasna toastów za zdrowie solenizanta – komandora Andrzeja Krupskiego. Oczywiście my również przyłączamy się do życzeń: dużo zdrowia, szczęścia i wiele satysfakcji z działalności w Klubie.

  • Zakończenie sezonu 2009

    W dniu 24 października 2009 roku w świetlicy klubowej w Pieczyskach liczne, pomimo niesprzyjającej jesiennej pogody, grono członków i sympatyków WKŻ Pasat oficjalnie zakończyło sezon nawigacyjny 2009.

    Komandor WKŻ Pasat Andrzej Krupski podziękował aktywnym członkom Klubu za zaangażowanie w działalność Klubu. Dyplomami i symbolicznymi upominkami wyróżnieni zostali Kol. Kol.:

    Agnieszka Przepierska

    Zdzisław Skorupski

    Mieczysław Bartnik

    Piotr Lawer

    Romuald Galor

    Jolanta Smiegel

    Bogumił Smiegel

    Ignacy Marzecki

    Marek Czerwiński

    Marcin Łażewski

    Mariusz Sulewski

    Wszystkim wyróżnionym, jak również tym, którzy z jakichkolwiek przyczyn nie zostali imiennie wyróżnieni, a angażowali się w działalność Klubu serdecznie dziękujemy.

    Komandor Klubu poinformował również o przyznaniu przez Ministerstwo Sportu i Turystyki WKŻ Pasat Honorowej Odznaki „Za Zasługi dla Turystyki”.

    Nie zabrakło również niespodzianki dla obchodzącej w dniu zakończenia sezonu urodziny Kol. Marty Kossakowskiej oraz niedawnej solenizantki Kol. Ireny Biernackiej.

    Po części oficjalnej członkowie i sympatycy Pasatu biesiadowali w klubowej świetlicy. Niestety padający deszcz nie pozwolił na rozpalenie ostatniego w tym sezonie ogniska.

  • Regaty Pamięci 2011

    17 września 2011 roku już po raz dwunasty odbyły się w Pieczyskach tradycyjne Regaty Pamięci. W regatach startowało 51 jachtów w następujących klasach: omega, orion, venus, T-1, T-2, T-3, open – łacznie 155 zawodników. Sędzią głównym regat był Andrzej Steidinger.

    regpam20111.jpg

    Rozegrane zostały 3 wyścigi -2 krótkie i 1 długodystansowy, przy pięknej żeglarskiej pogodzie. Zabezpieczenie regat zapewnili ratownicy WOPR Adam Kamiński i Mieczysław Bartnik oraz funkcjonariusze posterunku Policji wodnej. Wszyscy zawodnicy po ukończeniu wyścigów posilili sie smaczną grochówką. Puchary w poszczególnych klasach za zajecie 1,2 i 3 miejsca ufundowali : omega – Prezydent Miasta Bydgoszczy Rafał Bruski, orion Przystań Rodzinna Tazbirowo, Venus – 1 miejsce ratownicy WOPR,2 i 3 Prezes Oddziału PTTK  przy Klubie POW,T-1- Burmistrz Koronowa Stanisław Gliszczyński, który osobiście wręczył puchary,T-2 –  YKP Bydgoszcz, T-3 – Bydgoski Klub Żeglarski, Wolna – komandor WKŻ Pasat.

    Wyniki Regat:

    Klasa OMEGA

    M-ceNumer na żagluNazwisko i imięwyścig 1wyścig 2wyścig 3Punkty razem
    1 .PYCHOTKAGRAJEWSKI TADEUSZ
    GRAJEWSKI TOMASZ
    GRAJEWSKI ADAM
    1113
    2 .POL220KALINOWSKI STEFAN
    KULESZA KRZYSZTOF
    KALINOWSKI MIKOŁAJ
    2428
    3 .POL 199DRUŻKOWSKI MARCIN
    DRUŻKOWSKA JULIA
    KUKLIŃSKI TADEUSZ
    3238
    4 .CZAJKA-757KACZMAREK DAREK
    KOTOWSKI PAWEŁ
    JANKOWSKI WOJCIECH
    43411
    5 .CZ0045LASKOWSKI KRZYSZTOF
    MROZEK TADEUSZ
    LASKOWSKI KRZYSZTOF
    56516
    6 .CICHAJONAK ADRIAN
    URBAŃSKI MARCIN
    IWAŃSKA BARBARA
    65617
    7 .BD-515FILANOWICZ TOMASZ
    MŁYNARCZYK ANNA
    ROBAKOWSKA MARIANNA
    77721
    8 .BD224KANIA JERZY
    SIEWASZEWICZ WOJCIECH
    DASZYŃSKA JOANNA
    8DNFDNF26

    Klasa ORION

    M-ceNumer na żagluNazwisko i imięwyścig 1wyścig 2wyścig 3Punkty razem
    1 .CZ 0026KOSZYKOWSKI ZDZISŁAW
    KOSZYKOWSKA TAMARA
    ROSIAK IRENEUSZ
    1214
    2 .11SARNECKI SEBASTIAN
    NICIŃSKI BARTOSZ
    PATALON DARIUSZ
    2125
    3 .BD 21BĄK BOGUMIŁ
    SKORUPSKI ZDZISŁAW
    3339
    4 .BD 107LEWANDOWSKI PIOTR
    BURZYCH RAFAŁ
    BURZYCH MAGDA
    44DNF14
    5 .BD 475PILARSKA KINGA
    MARZECKI IGNACY
    CIBORSKI MICHAŁ
    55DNF16

    Klasa VENUS

    M-ceNumer na żagluNazwisko i imięwyścig 1wyścig 2wyścig 3Punkty razem
    1 .MA ,MAPASTERNACKI ROBERT
    PASTERNACKI DARIUSZ
    PASTERNACKA BARBARA
    1135
    2 .MYCHA BD4GALOR ROMUALD
    KOWALSKI WOJTEK
    JANKOWSKA KAMILA
    2316
    3 .JARZAN 500KLEYDZIŃSKI WOJCIECH
    KLEYDZIŃSKI PATRYK
    RYSZKOWSKI KACPER
    3227
    4 .BD552BIELUN ZENON
    ŁAŻEWSKI WŁODZIMIERZ
    IWANOW BOGUMIŁ
    44412

    Klasa T-1

    M-ceNumer na żagluNazwisko i imięwyścig 1wyścig 2wyścig 3Punkty razem
    1 .JOHNNIE WALKERKOWALSKI MACIEJ
    KOWALSKI RYSZARD
    1113
    2 .POL 4401LASKOWSKI JACEK
    ŁAŻEWSKI MARCIN
    SULEWSKI MARIUSZ
    2226
    3 .KTOCHEŁMINIAK TOMASZ
    SAFIJAN RAFAŁ
    35311
    4 .BD735PODGÓRECZNY KONRAD
    PSIAKOWSKI MIKOŁAJ
    URBANOWICZ KAMIL
    44412
    5 .DUET1900FIUTOWSKI WIESŁAW
    SMYK JANUSZ
    53DNF17
    6 .BD 68JELIŃSKI MACIEJ
    GRZEGOROWSKI LEON
    JAŹWIŃSKI MICHAŁ
    66DNF21
    7 .FESTINA LENTEPIEŃKOWSKI RAFAŁ
    MELLER MARTA
    TOMANEK MATEUSZ
    RZEŚNICKI PAWEŁ
    77DNF23
    8 .KANADACZERWIŃSKI MAREK
    GNACIŃSKI JACEK
    88DNF25

    Klasa T-2

    M-ceNumer na żagluNazwisko i imięwyścig 1wyścig 2wyścig 3Punkty razem
    1 .POL 10100SZYCHOWIAK TOMASZ
    OLUBIŃSKI JACEK
    112     4
    2 .SHREK 1010KURCZEWSKI ROBERT
    KURCZEWSKA JOANNA
    TULIBACKI PRZEMYSŁAW
    231     6   
    3 .SHERIDAFABISZEWSKI WOJCIECH
    FABISZEWSKI MIROSŁAW
    323     8   
    4 .111KOMOSIŃSKI MICHAŁ
    KOMOSIŃSKA OLIMPIA
    WALKOWIAK IRENEUSZ
    544   13   
    5 .DOBRY DOMLASKOŚ PAWEŁ
    SKAŁECKI DAMIAN
    467   17   
    6 .KROPECZKAPIECHOCKI JAKUB
    PIECHOCKI WOJCIECH
    SPYCHALSKI TOMASZ
    656   17   
    7 .VIGARYGIELSKI MIROSŁAW
    RYGIELSKI WOJCIECH
    1075   22   
    8 .MAZUREKBIAŁY BARTŁOMIEJ
    CHYŁA MARIUSZ
    799   25   
    9 .SHARKKAPALKA JANUSZ
    WNUK WIKTOR
    MACHOWSKI BOGDAN
    988   25   
    10 .TES 678 B/SIEWERT NARCYZ
    ZWIEWKA ARKADIUSZ
    ZWIEWKA KONRAD
    810DNE   29   

    Klasa T-3

    M-ceNumer na żagluNazwisko i imięwyścig 1wyścig 2wyścig 3Punkty razem
    1 .BD 521NIEDŹWIEDZKI ADAM
    TOMASIK EWA
    TOMASIK MARCIN
    DĘBIŃSKA IWONA
    1146
    2 .ALF 3PAPIERSKI JERZY
    RATAJCZAK PAWEŁ
    2237
    3 .SZOPENKNASIECKI ROMAN
    JAROSZ ANDRZEJ
    WYSOCKA NATALIA
    3429
    4 .GRAFIT 90WOŹNIAK MARCIN
    WOŹNIAK ANDRZEJ
    PAPIERSKI TOMEK
    45110
    5 .PANI ZŁOSKOCZYLAS ANDRZEJ
    SKOCZYLAS ŁUKASZ
    SKOCZYLAS DANKA
    PECZKA MARCIN
    53513
    6 .NICOLEPALMOWSKI WŁODZIMIERZ
    GRALAK BERNADETA
    JANECZKOWSKI RYSZARD
    66719
    7 .DRAGON Y17DUDZIAK ARKADIUSZ
    DUDZIAK ADAM
    79622
    8 .FOKUS BNSTELLER MACIEJ
    RUDOW MARIUSZ
    PRZYBYŁ ZDZISŁAW
    107825
    9 .AYER 3SIKORSKI ANDRZEJ
    POMIANOWSKI BARTOSZ
    SZYNKA SEBASTIAN
    881026
    10 .3008SARNECKI JÓZEF
    SARNECKA DANUTA
    910928

    Klasa OPEN

    M-ceNumer na żagluNazwisko i imięwyścig 1wyścig 2wyścig 3Punkty razem
    1 .MYKOBARMYK KRZYSZTOF
    MYK KRYSTYNA
    1113
    2 .507TRAFARA PAWEŁ
    ŁAPCZAK SŁAWOMIR
    2226
    3 .EUROPAMYK AGATA3339

      Zawodników oraz  zaproszonych gości zaproszono na biesiadę żeglarską, atrakcją wieczoru był występ zespołu szantowego Może i My z Bydgoszczy. Koncert sponsorowany był przez żeglarzy cumujących jachty na przystani w  Pieczyskach: Damian Skałecki, Narcyz  Siewert, Bolesław Krystowczyk, Elżbieta i Franciszek Ostropolscy, Renata , Krzysztof i Jacek Laskowscy, Józef Sarnecki. Sponsorom organizatorzy serdecznie dziękują. Serdecznie dziękujemy Bolesławowi Krystowczykowi za piękny rejs Szamanem Morskim z zaproszonymi gośćmi.

    regpam20112.jpg

     W przerwach w trakcie koncertu odbył się pokaz filmów i zdjęć z poprzednich regat pamięci, zostały przedstawione sylwetki zasłużonych żeglarzy których nie ma juz wśród nas. Prezentacje przygotowali Mariusz Sulewski i Marcin Łażewski. Komandor BKŻ Włodzimierz Palmowski zaprezentował zdjęcia z rejsu Solanusem – opłyniecie Przylądka Horn. Organizatorzy dziękują następującym osobom za sponsoring i zaangażowanie w przygotowanie biesiady żeglarskiej: Bożena Mrozek, Maryla Bielun, Urszula Reiwer, Bogumiła Smyk, Krystyna Kadukowska, Kinga Pilarska. Dziękujemy bosmanom za przygotowanie sprzętu do regat – Piotrowi Lawerowi i Józiowi Gumiennemu. Dziękujemy Ryszardowi Grzegorzewskiemu za ręczne wykonanie okolicznościowej saperki którą otrzymał niepełnosprawny Filip Wardzinski startujący w regatach z  kapitanem Włodzimierzem Palmowskim na jachcie Nicole. Podziękowania dla wszystkich żeglarzy biorących udział w tych szczególnych regatach czczących pamięć tych którzy odeszli na wieczną wachtę. Dziękujemy za liczny udział żeglarzom z klubów: BKŻ, Przystań Rodzinna Tazbirowo, YKP Inowrocław i Bydgoszcz, PTTK Hals, KŻ Wind Koronowo, Viking Człuchów, KŻ Barcin, WKŻ Pasat oraz licznej rzeszy żeglarzy niezrzeszonych. Do zobaczenia za rok.

    Z żeglarskim pozdrowieniem organizatorzy.

  • Obozy 2010 za nami

    W dniu 08 sierpnia 2010 zakończyły się tradycyjne młodzieżowe obozy żeglarskie w Pieczyskach. Jak co roku odbyły się 2 turnusy. Na pierwszym turnusie uczestniczyło około 50 osób, na drugim około 30 uczestników.

    W I turnusie brały udział 3 odrębne grupy uczestników: Najmłodsza grupa w wieku 10 -12 lat szkoliła się z podstaw żeglarstwa, marynistyki i zabaw żeglarskich pod nadzorem instr. żegl.  Doroty Chiberskiej.  

    Grupa szkoleniowa (powyżej 12 lat) szkolona była na stopień żeglarza jachtowego na jachtach typu Omega. Grupa była podzielona na 4 wachty, za których wyszkolenie odpowiadali instruktorzy żeglarstwa:

    I – Tadeusz Wierczewski

    II – Dariusz Palmowski

    III – Rafał Kuć

    IV – Michał Ługowski

    Do egzaminu przystąpiło 20 uczestników, nie zdał tylko jeden.

    Grupa turystyczna (patentowa) składająca się z uczestników posiadających już stopień żeglarza  jachtowego, którą prowadzili instr. żegl. Olo Kunicki i mł. instr. żegl. Melisa Kuźniar, brała udział w doskonaleniu żeglarskim, regatach, trzech kilkudniowych rejsach po wodach Zalewu Koronowskiego. Nowością w tym roku było ćwiczenie zachowania się załogi podczas wywrotki jachtu i stawiania wywróconej łodzi. Grupa turystycznaja zwykle przygotowała również Neptunalia dla wacht szkoleniowych.

    Na drugim turnusie uczestniczyły dwie grupy: szkoleniowa i turystyczna.  W grupie szkoleniowej na stopień żeglarza jachtowego cztery wachty prowadzone były przez instruktorów żeglarstwa:  I – Tadeusz Wierczewski  II – Stanisław Przędzielewski  III – Joanna Stocka  IV – Janusz Cichański  Do egzaminu przystąpiło 18 uczestników, nie zdał tylko jeden. Grupa turystyczna, której opiekunem był instr. żegl. Olo Kunicki była prowadzona w takim samym zakresie szkoleniowym i turystycznym jak na I turnusie.  

    Nad całością na obu turnusach czuwała Komendant Obozu Małgorzata Kunicka. Cierpliwie zmagała się z licznymi kontrolami inspirowanymi przez „życzliwych ludzi”. Kontrole te, jak zwykle na naszych obozach,  potwierdziły wysoką jakość i zgodność z przepisami prowadzonych obozów, a zarzuty okazywały się bezpodstawne.

    Pod nadzorem całej kadry były organizowane po zajęciach ogniska, dyskoteki, wielobój żeglarski, regaty na wiosłach, gry sportowe i konkursy. Zakończenie każdego z turnusów uświetnił także koncert szant w wykonaniu Macieja Cichańskiego. Nad całością szkolenia czuwał KWŻ – kapitan jachtowy Janusz Cichański. Również osoby odpowiedzialne za opiekę medyczną, ratownictwo, czystość sanitarną i zabezpieczenie techniczno-bosmańskie wypełniły swoje obowiązki bez zarzutu.

    Relację opracował J. Cichański 

  • Relacja z Młodzieżowego Rejsu Morskiego

     W dniach: 26.06 2010 – 10.07.2010 odbył się I Młodzieżowy Rejs Morski Kopenhaga 2010.

    Jacht: s/y Dar Świecia PZ-2317, szkuner sztakslowy, powierzchnia ożaglowania 74 m2

    Trasa rejsu (odwiedzone porty): Gdańsk – Hel – Ronne – Ystad – Falsterbokanal – Kopenhaga – Allinge – Svaneke – Łeba – Gdańsk.

    Przebytych mil morskich: 559

    Godzin pływania: 174,5 (w tym 134,5 pod żaglami i 40 na silniku)

    Idea tego rejsu powstała już ponad rok wcześniej, ale ze względu na problemy z wyczarterowaniem odpowiednio dużego jachtu za odpowiednio przystępną cenę na realizację przyszło trochę poczekać. Na początku było szkolenie: obozy żeglarskie, które WKŻ Pasat organizuje co roku i kursy wiosenne. Ludzie kończący kursy często pojawiali się na naszej przystani w Pieczyskach, niektórzy zapisywali się do Klubu, a młodzież przyjeżdżała na kolejne obozy, by po uzyskaniu patentu pływać pod szyldem Pasatu w rejsach po Zalewie Koronowskim klubowymi jachtami. Tak też trafili do nas uczestnicy tego rejsu. Znalazło się kilku młodych członków i sympatyków Pasatu, którzy zapragnęli posmakować żeglarstwa morskiego i zdobyć pierwsze szlify w dążeniu do uzyskania stopnia sternika jachtowego. Po początkowych problemach kapitan Krzysztof Laskowski, który zgodził się dowodzić rejsem zdołał wyczarterować jacht. Dzięki uprzejmości armatora – Yacht Clubu Morskiego Columbus ze Świecia, któremu składamy serdeczne podziękowania, na przystępnych warunkach udostępniono nam na dwa tygodnie stalowy szkuner sztakslowy „Dar Świecia„. Od jesieni ubiegłego roku zaczęliśmy planować rejs i pełną obsadę. Docelowym portem była stolica Danii – Kopenhaga. Już  w styczniu wszystkie miejsca w załodze były zarezerwowane. W rejsie udział biorą:

    Kap. j. Krzysztof  Laskowski – kapitan

    St. j.  Mariusz Sulewski – I oficer

    J. st. m. Jan Kromski – II oficer

    Ż.j. Adrianna Czajkowska

    Ż.j. Michał Ciborski „Ciby”

    Ż.j. Piotr Gomoła „Gomez”

    Ż.j. Marcin Łażewski

    Ż.j. Ignacy Marzecki

    Ż.j. Michał Mendyk „Czołg”

    Wszyscy poza kadrą oficerską pierwszy raz na morzu i wszyscy wyszkoleni na obozach i kursach WKŻ Pasat. Średnia wieku morskich neofitów 17-18 lat. Ostatnie tygodnie przed rejsem, to dla większości gorączkowe przygotowania: jak się wyposażyć, jakie dokumenty trzeba mieć przy sobie, jaką walutę, prowiant, ubezpieczenia i wiele, wiele innych drobiazgów oczywistych dla tych, którzy po morzach pływają od lat, ale nie dla tych, którzy wybierają się w swój pierwszy rejs.

    No i nastał pierwszy dzień. Krótko po godzinie 9.00 wszyscy uczestnicy stawili się w porcie w Górkach Zachodnich. Wybrzeże przywitało nas piękną słoneczną pogodą. Bosman sprawnie przekazał nam jacht i rozpoczęło się wielkie pakowanie. Ku wielkiemu zdziwieniu góra bagaży znikła z kei we wnętrzu jachtu i jeszcze pozostało miejsce dla uczestników. Krótkie szkolenie dotyczące zasad bezpieczeństwa, używania pasów bezpieczeństwa, alarmów, i wychodzimy na Zatokę Gdańską. Wiatr nam nie sprzyjał, mało że wiał słabo, to jeszcze w kierunków północnych, co zmusiło nas do halsówki. Na szczęście z czasem wiatr wzmógł się i jacht nieco nabrał prędkości. Około 20.00 osiągnęliśmy pierwszy port – Hel, gdzie postanowiliśmy przenocować i poczekać na zapowiadany północno-wschodni wiatr. Pierwsze wrażenia za nami i choć chwilami przechyły były spore, to chorobie morskiej nikt się nie poddał.

    Niedzielny poranek przywitał nas pięknym słońcem i słabym wiatrem. Krótki spacer po Helu, wizyta w fokarium i koło południa czas wyjść w morze. Wiatr rzeczywiście odkręcił na korzystny kierunek i wiał z siłą 2-30 B. Płynęliśmy wzdłuż Półwyspu Helskiego z zawrotną prędkością 3 węzłów, spokojne morze i tylko jeden incydent zmącił sielską atmosferę na pokładzie. Załogant zaznaczający pozycję na mapie poinformował ku zdziwieniu wszystkich na pokładzie, że…  znajdujemy się na lądzie. Oczywiście wprawne oko oficera szybko „zepchnęło” jacht z mielizny i poprawiona pozycja znalazła się na mapie. Wieczorem minęliśmy przylądek Rozewie i skierowaliśmy się w stronę Bornholmu.

    Cały poniedziałek płynęliśmy dość jednostajnie na zachód stopniowo oddalając się od polskiego wybrzeża. Po minięciu trawersu Wzgórza Rowokół traciliśmy kontakt wzrokowy z krajem. W międzyczasie uczestnicy rejsu stopniowo wgłębiali się w obsługę urządzeń pokładowych, zasady prowadzenia nawigacji i zapisów w dzienniku jachtowym. Stosunkowo spokojne morze ułatwiało łagodną aklimatyzację do morskich warunków. W wolnych chwilach na szerokim pokładzie rufowym zbierał się klub miłośników gry w Rummy, taką odmianę Remika, w której zamiast kart używa się plastikowych klocków. Świetna rozrywka na długie rejsowe godziny.

    We wtorkowy poranek ujrzeliśmy zarysy Bornholmu. Po drodze mijał nas żaglowiec Marynarki Wojennej ORP Iskra, nie obyło się bez salutowania banderą. Zdecydowaliśmy, że wchodzimy do Ronne. Dotarcie do stolicy wyspy zajęło nam pół dnia, podczas którego wachty po kolei uczyły się obsługi szczotki do szorowania pokładu i kokpitu. Zdziwiliśmy się że ten jacht może wyglądać o wiele lepiej niż na początku rejsu przy użyciu zwykłej szczotki i odrobiny detergentu. Popołudniem zacumowaliśmy w porcie jachtowym w Ronne. Udaliśmy się na pobliską plażę. To nie może być Bałtyk! – tak większość uczestników rejsu zareagowała na krystalicznie czystą wodę, która oprócz tego że czysta okazała się niestety być niewiarygodnie zimna. Później wycieczka po urokliwym kilkunastotysięcznym miasteczku, spokojne uliczki z ciekawą architekturą, małe sklepiki i kafejki, galerie sztuki. Dla większości uczestników był to pierwszy kontakt z Danią i Bornholmem w szczególności. Niestety wieczorna prognoza pogody  pogorszyła nasze nastroje: zapowiadała aktywny front i silne zachodnie wiatry przez kolejne dni. Gdyby się sprawdziła mogłoby to poważnie zagrozić terminowemu dotarciu do Kopenhagi.

    Poranek przywitał nas przelotnym deszczem i zachodnim wiatrem o sile 5-6 0B. Krótka narada załogi i decyzja: próbujemy. W południe wyszliśmy z portu na rozkołysane wody zachodniego Bałtyku. Oczywiście halsówka, przechyły i coraz większy rozkołys. To był test, mający pokazać kto już się zaaklimatyzował i nie straszne mu trudniejsze warunki. Załoga zdała ten test. Poza pojedynczymi przypadkami składania hołdów dla Neptuna  przez jednego z załogantów, który mimo tego mógł normalnie funkcjonować. Nikt nie zapadł na cięższe odmiany choroby morskiej. Ignacemu i Marcinowi tak spodobało się huśtanie, że ubrani na sztormowo zajęli miejsca obserwacyjne na koszu dziobowym, gdzie byli systematycznie podmywani przez falę. Prawdziwej odporności wymagała praca w kambuzie, ale tam już nie wszyscy chętnie się pchali, a niektórzy przebywając tam przez chwilę przybierali dziwnie nienaturalne barwy. Tutaj poza II oficerem – Jankiem znakomicie sprawdzili się Marcin, „Ciby” i „Czołg” . Po drodze trzeba było przeciąć rutę, na której niczym na Trasie Marszłkowskiej sunęły jeden za drugim kontenerowce, masowce i tankowce. W obie strony. Przydał się jachtowy radar, a przede wszystkim wzmożona obserwacja wachty nawigacyjnej.

    Około 2.00 w czwartek postanowiliśmy zawinąć na chwilę do Ystad. Zrobiliśmy sobie nocną wycieczkę po tym portowym miasteczku (no może poza Ignacym, który z własnego wyboru pełnił wachtę portową we własnej koi i niespecjalnie miał ochotę się z nią rozstać). Wyszliśmy o 6.00 rano, ciężko było wstać, a westowa szóstka jeszcze nie przestała wiać, więc czekał nas kolejny dzień halsówki w kierunku Kanału Falsterbo. Cała załoga przyzwyczaiła się już do rozkołysu i przechyłów, a wiatr stopniowo odkręcał dając możliwość płynięcia wzdłuż szwedzkiego wybrzeża. Nudę zabijano pracami na pokładzie. Praktycznie każdy miał swój wkład w to, że kolejne powierzchnie antypoślizgowe odzyskiwały oryginalny kolor. Szczególne zasługi oddała tu wachta druga, czyli „Gomez” i „Czołg”. Z kolei Ignacy zabrał się za „glansowanie mosiądzów”, dzięki czemu mosiężne knagi zaczęły wyglądać prawie jak nówki. Popołudniem dopłynęliśmy w okolice Trelleborga, gdzie trzeba było zachować ostrożność z uwagi na duży ruch promów. W końcu ujrzeliśmy wejście do Kanału Falsterbo. Żagle w dół i korzystając z „dieselgrota” pokonujemy kanał. Po przepłynięciu zwodzonego mostu zacumowaliśmy w pobliskiej marinie i poszliśmy na krótki spacer po okolicy.

    Po drodze napotkaliśmy niezliczone roje małych muszek. Do historii lingwistyki stosowanej przejdzie przypadek „Gomeza”, który w trzech znanych sobie językach próbował dowiedzieć się od tubylców jak trafić na pocztę. Problem polegał na tym że używał trzech języków jednocześnie, a w dodatku jakby na złość żaden z tych języków nie był językiem szwedzkim. Po powrocie na jacht mieliśmy okazję podziwiać niecodzienne widowisko: o zachodzie słońca wzdłuż widocznego z mariny olbrzymiego mostu łączącego szwedzkie Malmo z duńską Kopenhagą rozbłysły efektowne fajerwerki. Od miejscowych dowiedzieliśmy się że to z okazji 10-lecia funkcjonowania tego arcydzieła sztuki inżynierskiej.

    W piątkowy poranek przy dość silnym południowym wietrze na samym grocie wyruszyliśmy do Kopenhagi. Po drodze mijaliśmy olbrzymią farmę wiatrową na środku Oresundu, potem wzdłuż mostu, którego ogrom mogliśmy podziwiać dopiero z bliska  sunęliśmy baksztagiem ku duńskiej stolicy. Nawigowanie w tym rejonie wymaga sporej koncentracji, pławy torowe, znaki kardynalne, stawy, spory ruch statków – to musiało robić wrażenie na tych , którzy pierwszy raz widzą coś takiego. No i niezapomniane wrażenia – samoloty podchodzące do lądowania na Kopenhaskim lotnisku Kastrup w odstępach dokładnie jednominutowych. Wydawało nam się że zahaczą o nasze maszty, ale oczywiście było to tylko wrażenie.  Zwiedzanie Kopenhagi zaczęliśmy od opłynięcia kanałów portowych. Z wody to hanzeatyckie miasto wygląda naprawdę okazale. Popołudniem zacumowaliśmy w marinie Langelinie położonej w pobliżu słynnej kopenhaskiej Syrenki. Niestety nie dane było nam zobaczyć syrenki na żywo, gdyż została przewieziona na światową wystawę Expo, a w miejscu oryginału stał telebim pokazujący na żywo Syrenkę w … Chinach. Wieczorem na kończącego akurat w ten dzień okrągłe osiemnaście lat „Czołga” czekała niespodzianka: stylowy tort urodzinowy z osiemnastoma „świeczkami” autorstwa Ady i Marcina. Urodzinowa impreza na niewielkim jachcie może nie przypominała wieczoru w klubie, ale też było nieźle. W sumie to szkoda że nie mogliśmy przesiąść się choć na chwilę na stojący nieopodal m/y Octopus – szósty pod względem wielkości jacht motorowy świata – taki pływający prywatny hotel wielkości niedużego promu, no ale cóż solenizant nie rozdał nam wejściówek.

    Sobota, to dzień zwiedzania miasta i robienia zakupów. No tak w tym żeglarstwie to jednak najbardziej bolą nogi, a upał coraz mocniej dawał się we znaki, ale widok z wieży kościelnej po pokonaniu ponad 400 schodów – bezcenny – Kopenhaga w całej okazałości u naszych stóp. Wieczorem  wizyta na Nyhavn, gdzie po całodziennym upale orzeźwiły nas chłodzące napoje zakupione w Havnekiosken. I ten niepowtarzalny klimat, te tłumy ludzi z różnych stron świata, mówiących różnymi językami.

    Niedzielne przedpołudnie, to zajęcia w podgrupach – bieganie po centrum, zmiana warty przed Pałacem Królewskim (nieco mniej okazała niż w Londynie) i męczący upał. Po obiedzie wychodzimy w morze. Cel – powrót do Kanału Falsterbo. Dopiero po wypłynięciu z miasta temperatura robi się znośna, ale ze względu na słaby wiatr jeszcze długo podpieramy się silnikiem. Wieczorem Polskie radio podało oczekiwane z ciekawością wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich. Do kanału dopłynęliśmy około 22.30. Niestety było to pół godziny po ostatnim planowym otwarciu mostu nad kanałem, co zmusiło nas do przeczekania nocy w porcie.

    W poniedziałkowy poranek wyruszyliśmy wzdłuż szwedzkiego wybrzeża w kierunku Bornholmu. Piękna słoneczna pogoda i ciepły południowo-zachodni wiatr o sile 3-40B powodowały iście plażową żeglugę. Co niektórzy nieźle się spiekli. Pod wieczór jednak niebo zaczęło się chmurzyć. Gdy po raz drugi przechodziliśmy „Trasę Marszałkowską” dla statków już każdy wiedział jak ocenić niebezpieczeństwo zderzenia na wodzie. Przed nami wysokie klify Bornholmu i wznoszące się nad nimi ruiny zamku Hammershus, za nami gęstniejące chmury i doganiający nas słaby deszcz. Płyniemy w kierunku stojącej na skalnym przylądku latarni Hammerodde. Po północy mijamy przylądek i kierujemy się do portu w miasteczku Allinge.

    Wtorkowy poranek przywitał nas chłodem i silnym zachodnim wiatrem. Spacer po Allinge i niespodzianka – północne wybrzeże Bornholmu jest zupełnie inne niż to znane z Ronne. Skały i wydrążone w nich niewielkie zatłoczone porciki. Korzystając z miejscowych marketów uzupełniamy braki w jachtowej spiżarni i pełną prędkością dochodzącą do 7 węzłów płyniemy w kierunku Christianso. Postanowiliśmy opłynąć wyspę – twierdzę , jednak bez zawijania do portu. Wrażenie jest niesamowite: skaliste brzegi dwóch małych wysepek połączonych kładką wzmocnione są murami obronnymi, na których rozstawione są dziesiątki dział. Ci Szwedzi to faktycznie łatwo nie mieli jak próbowali zdobywać wyspę. Nad całością góruje wieża dawnej twierdzy przerobiona na latarnię morską. Wewnątrz  portu tak ciasno, że nawet gdybyśmy chcieli, to nie było gdzie zaparkować naszego ponad trzynastometrowego „pancernika”. Skierowaliśmy się na południe w kierunku Svaneke. Wiatr chwilami jeszcze przybierał na sile, co powodowało że płynąc półwiatrem rozpędziliśmy się do 8 węzłów. Dotarcie do Svaneke zajęło nam około 1,5 godziny. Port był podobnie zatłoczony jak na Christianso, więc sporo czasu zajęło nam znalezienie bezpiecznego sposobu zacumowania.

    Svaneke to miejscowość typowo turystyczna, na uliczkach spotkać można sporo naszych rodaków. Oczywiście wybraliśmy się na spacer po urokliwym miasteczku: wystawy, artystyczna huta szkła, czy wytwórnia cukierków, gdzie można obejrzeć od początku do końca cały proces produkcji, czy ciekawy ewangelicki kościół, to tylko niektóre z odwiedzonych przez nas miejsc. Nie sposób było odmówić sobie przyjemności skosztowania wędzonych ryb w jednej z najbardziej znanych wędzarni na całym Bornholmie. Wieczór spędziliśmy oglądając telewizję w portowej świetlicy, do której każdy płacący za postój jachtu ma prawo wstępu. Z resztą Svaneke odwiedzałem zawsze z przyjemnością gdy byłem w rejonie Bornholmu, a miejscowy Bosman, który zawsze jest przyjaźnie nastawiony naszą kolejną (choć pierwszy raz tak dużym jachtem) wizytę w Svaneke uhonorował zwolnieniem nas z opłaty za postój.

    Środowe przedpołudnie spędziliśmy chodząc po Svaneke, a po obiedzie  wypłynęliśmy ku brzegom ojczystym – kierunek Łeba. Pod wieczór zachodni wiatr zaczął tężeć  i wiało 6 0B. Na otwartym morzu objawiało się to sporym rozkołysem i  latającymi po wnętrzu jachtu ruchomymi elementami wyposażenia. Ale tym razem załoga była już uodporniona na morskie bujanie. W nocy musieliśmy uważać na słynne akweny nawigacyjne nr 6 i 6a, na których odbywały się manewry wojskowe.

    Gdy wstał świt płynęliśmy już wzdłuż polskiego wybrzeża systematycznie się do niego zbliżając. Wreszcie byliśmy w zasięgu polskiej telefonii. Około południa zacumowaliśmy w największej chyba marinie jachtowej wzdłuż polskiego wybrzeża w Łebie. Miasto przywitało nas upalną pogodą. Korzystając z okazji odwiedziliśmy świetnie wyposażony sklep żeglarski, po czym udaliśmy się na dłuższy spacer do centrum. Szkoda, że piękna marina powstała tak daleko od centrum miasta. Wieczór spędziliśmy na słuchaniu szant w portowej tawernie i dyskusjach o kończącym się  rejsie.

    W piątkowy poranek udaliśmy się w ostatni etap rejsu – do Górek Zachodnich. Wiatr był słaby, więc jacht leniwie pokonywał  kolejne mile po gładkiej tafli morza. Najdłużej trwało tradycyjnie minięcie Rozewia, do którego dotarliśmy pod wieczór. Wiatr mało  jeszcze osłabł, i w dodatku zaczął kręcić. Przez czterogodzinną wachtę upłynęliśmy całe 2 mile. Nad ranem wobec braku widocznych oznak poprawy warunków wietrznych przeszliśmy na napęd mechaniczny, z pomocą którego przed południem dotarliśmy do macierzystego portu.   Pozostało tylko sklarować jacht (bosman był pod wrażeniem), uzupełnić formalności (dziennik jachtowy, opinie – rzecz jasna pozytywne, wpisy do książeczek) i wyokrętować się. Wszyscy uczestnicy rejsu twierdzili i twierdzą nadal, że gdyby tak ktoś przyszedł i zapytał: stary, czy masz czas, to oczywiście płyną w kolejny rejs.

Dodaj komentarz