Regaty Wojskowe 2007

15 sierpnia 2007r w Pieczyskach nad Zalewem Koronowskim rozegrane zostały XXXVII Wojskowe Regaty Żeglarskie o Puchar Kierownika Klubu Pomorskiego Okręgu Wojskowego i Prezesa Oddziału PTTK. Organizatorem regat był Wojskowy Klub Żeglarski „Pasat”.

W regatach uczestniczyło ok 110 żeglarzy na 34 jachtach. O godz 11,00 przy pięknej pogodzie i wietrze wiejącym w granicach 3 – 4 stopni w skali Beauforta rozegrane zostały pierwsze wyścigi. Sędzią Głównym zawodów  była  Agnieszka Reiwer- Przepierska pomocniczym Krzysztof Laskowski. ” Zaliczono ” 3 wywrotki.Szczególne podziękowania należą się policjantom posterunku wodnego w Pieczyskach oraz ratownikom WOPR za zapewnienie bezpieczeństwa podczas regat.

Wyniki regat w poszczególnych klasach:

MiejsceZałogaKlub
KLASAOmega – sportowa: 
1 Grajewski Tadeusz    
Grajewski Adam     
Grajewski Tomasz 
BKŻ
2 Kalinowski Stefan              
Sieńko Maciej     
Stelmach Kamil 
BKŻ
3Olubiński Jacek    
Szymczak Kuba     
Olubiński Bolesław 
LOK Kruszwica
4Rybka Wiesław      
Kalemba Maciej     
Wojciechowski Adrian 
Zjednoczeni
KLASAOmega turystyczna 
1Wierczewski Tadeusz    
Zymant Grażyna     
Kowalik Jakub 
WKŻ Pasat
2Galor Romuald     
Leśniewski Paweł     
Kołosowski Konrad 
BKŻ
3 Brzeziński Krzysztof          
Lewandowska Anna     
Szczypiorski Wojciech 
WKŻ Pasat
4Lewandowski Robert    
Zwarycz Tomasz     
Wypijewski Marcin 
WSG
5Fiutowski Wiesław    
Pokorski Dariusz     
Graczkowski Marek 
WKŻ Pasat
6Laskowski Jacek    
Poraziński Jacek     
Poraziński Mirosław 
WKŻ Pasat
7Daniel Michał     
Matuszak Dominika     
Zacniewska Marta 
BKŻ
8Kosznik Romuald     
Narożna Alicja     
Ostrowski Piotr 
WKŻ Pasat
9Rozpłoch Marcin       
Kubik Tomasz     
Lewandowski Rafał     
Niewinczany Leszek 
WKŻ Pasat
KLASAKlasa wolna 
1Myk Krzysztof BKŻ
2Rymer Marcin    YKP
3Markierwicz BartoszBKŻ
4Markiewicz KrzysztofBKŻ
KLASAOrion 
1Burzych Ryszard       
Burzych Rafał      
Lewandowski Piotr 
KŻ Szkwał
2Koszykowski Zdzisław      
Koszykowska Jadwiga 
WKŻ Pasat
3Czajkowski Patryk   
Czajkowska Klaudia    
Czajkowska Adrianna    
Katka Martyna 
WKŻ Pasat
4Mindykowski Zbigniew     
Tyburski Stanisław 
WKŻ Pasat
5Mrozek Tadeusz        
Mrozek Edyta 
WKŻ Pasat
6Sulewski Mariusz       
Łażewski Marcin     
Kowalska Agnieszka 
WKŻ Pasat
KLASAT-1       
1Kowalski Ryszard            
Paterski Dawid 
BKŻ
2Kleydziński Robert     
Kleydzińska Bogusława     
Chorążewicz Robert 
YKP
3Paterski Wiesław        
Grzenia Małgorzata 
niezrzeszony
4Czaplicki Henryk          
Czaplicka Małgorzata  
niezrzeszony
KLASAT-2     
1Szychowiak Tomasz      
Szychowiak Weronika     
Herba Anna  
Tazbirowo
2Piechocki Maciej         
Piechocki Tomasz     
Dorota Włoch 
BKŻ
3Woźniak Marcin        
Woźniak Andrzej 
niezrzeszony
KLASAT-3        
1Niedźwiecki Adam         
Tomasik Ewa      
Tomasik Rafał 
BKŻ
2Jarosz Andrzej       
Okpisz Marcin     
Czajkowska Anna 
BKŻ
3Komosiński Michał        
Komosińska Olimpia     
Komosińska Helena 
WKŻ Pasat
5Papierski Jerzy         
Papierski Tomasz 
niezrzeszony
6Warmbier Marcin         
Sikorski Andrzej 
WKŻ Pasat
6Zgórecki Dariusz        
Zgórecka Izabela 
WKŻ Pasat

Składam wyrazy podziękowania za udział tym wszystkim, którzy przyczynili się do sprawnego przeprowadzenia regat – w szczególności:

Agnieszce Przepierskiej, Irenie Biernackiej, bosmanowi Piotrowi Lawer, Krzysztofowi Laskowskiemu, ratownikowi Mieczysławowi Bartnik, Dorocie Depta – Krupskiej, Edwardowi Kozanowskiemu, Ratownikom WOPR,  Policji Wodnej (prawidłowa nazwa jednostki wodnej jest bardzo skomplikowana).                                       

  Komandor WKŻ „Pasat” Andrzej Krupski

Podobne wpisy

  • XIX Regaty Pamięci 2018

    15 września już po raz 19 żeglarze spotkali się nad Zalewem Koronowskim, by sportowym współzawodnictwem uczcić pamięć naszych koleżanek i kolegów, którzy wypłynęli już w swój ostatni rejs. Głównym organizatorem tegorocznych regat był Oddział Żeglarski PTTK PASAT, przy współudziale Bydgoskiego Klubu Żeglarskiego oraz Klubu Żeglarskiego Wind Koronowo.

    SONY DSC

    Podczas uroczystego otwarcia Komandorowie klubów współorganizujących regaty odczytali nazwiska znanych bydgoskich żeglarzy i działaczy żeglarskich, którzy pełnią już wieczną wachtę. Niestety lista ta z każdą edycją regat się wydłuża. Po uroczystym otwarciu regat sędzia główny Arkadiusz Pałubicki zaprosił sterników na odprawę i do startu w wyścigach, a oficjalni goście udali się na rejs Szamanem Morskim, podczas którego przyglądano się rywalizacji oraz tradycyjnie rzucono na wodę Wieniec Pamięci.

    W rywalizacji wzięło udział 31 załóg (łącznie 90 osób).

    Miejsca 1-3 w poszczególnych klasach wywalczyli:

    Klasa OMEGA

    Miejscezałogajacht
    1Korpalski Krzysztof
    Rumiński Piotr
    Rumińska Zuzanna
    Stratus
    2Bielińska Zuzanna
    Bogdański Jakub
    Bieliński Kacper
    POL 29
    3Grajewski Tomasz
    Grajewski Adam
    Kowalska Sylwia
    POL 66 Pociecha

    Klasa T-1

    Miejscezałogajacht
    1Kowalski Maciej
    Kowalska Joanna
    Johnnie Walker
    2Wierczewski Marek
    Leciejewski Michał
    Zjawa
    3Żurek Sylwester
    Duziak Włodzimierz
    Sylwa

    Klasa T-2

    Miejscezałogajacht
    1Bonk Marek
    Lewandowski Piotr
    MARBO
    2Biały Bartłomiej
    Biały Barbara
    Biały Mateusz
    Biały Piotr
    DORIS
    3Rygielski Mirosław
    Lange Mirosław
    REM II

    Klasa T-3

    Miejscezałogajacht
    1Niedźwiedzki Adam
    Tomasik Ewa
    GAWRA BD 521
    2Kołodziej Piotr
    Biały Szymon
    Biały Joanna
    PASKUDA
    3Burzych Rafał
    Burzych Mateusz
    Ziemski Waldemar
    Tarantula

    Klasa VENUS

    Miejscezałogajacht
    1Galor Romuald
    Chrustowski Krzysztof
    Kociszewski Jerzy
    MYCHA
    2Wojtalewicz Adam
    Wojtalewicz Joanna
    Wojtalewicz Wiktor
    Pędziwiatr
    3Rykaczewski Zbigniew
    Rykaczewska Sara
    Layla

    Po zakończonych wyścigach uczestnicy regat oraz zaproszeni goście biesiadowali w Barze przy Przystani Wodnej przy akompaniamencie szant w wykonaniu zespoły Własny Port.

    Na kolejną – dwudziestą już edycję Regat Pamięci w przyszłym roku zaprosił Komandor KŻ WIND w Koronowie Wiesław Gancarek. Oby tylko lista tych, o których pamiętamy się nie wydłużała.

  • Konkurs plastyczny 2009

    W dniu 27.05.2009 Komisja rozstrzygnęła doroczną edycję konkursu plastycznego dla uczniów bydgoskich szkół podstawowych i gimnazjów pod tytułem:  

    „BEZPIECZEŃSTWO   NAD   WODĄ, ŻEGLARSTWO”

    W kategorii Szkół podstawowych zwyciężyli

        1           Oliwia Worek                        SP 43

    sp1m.gif

    2           Katarzyna Młodecka   ZS nr 31 

    sp2m.gif

    3           Paulina Senger           SP 65

    sp3m.gif

    wyróżnienia

                      Joanna Gołębiewska         SP nr 66

                      Tomasz Nagajen             OSW nr 2

                      Dominika Ratajczak         SP nr 55

    W kategorii gimnazjów zwyciężyli

                1             Dominika Kumor               GIM nr 3

    g1m.gif

    2             Jakub Kuligowski              OSW nr 2

    g2m.gif

        3             Daria Młodecka                ZS nr31

    g3m.gif

    wyróżnienie

                    Dawid Adler                         GIM nr 44

    Wszystkim wyróżnionym serdecznie gratulujemy.

  • Relacja z Młodzieżowego Rejsu Morskiego

     W dniach: 26.06 2010 – 10.07.2010 odbył się I Młodzieżowy Rejs Morski Kopenhaga 2010.

    Jacht: s/y Dar Świecia PZ-2317, szkuner sztakslowy, powierzchnia ożaglowania 74 m2

    Trasa rejsu (odwiedzone porty): Gdańsk – Hel – Ronne – Ystad – Falsterbokanal – Kopenhaga – Allinge – Svaneke – Łeba – Gdańsk.

    Przebytych mil morskich: 559

    Godzin pływania: 174,5 (w tym 134,5 pod żaglami i 40 na silniku)

    Idea tego rejsu powstała już ponad rok wcześniej, ale ze względu na problemy z wyczarterowaniem odpowiednio dużego jachtu za odpowiednio przystępną cenę na realizację przyszło trochę poczekać. Na początku było szkolenie: obozy żeglarskie, które WKŻ Pasat organizuje co roku i kursy wiosenne. Ludzie kończący kursy często pojawiali się na naszej przystani w Pieczyskach, niektórzy zapisywali się do Klubu, a młodzież przyjeżdżała na kolejne obozy, by po uzyskaniu patentu pływać pod szyldem Pasatu w rejsach po Zalewie Koronowskim klubowymi jachtami. Tak też trafili do nas uczestnicy tego rejsu. Znalazło się kilku młodych członków i sympatyków Pasatu, którzy zapragnęli posmakować żeglarstwa morskiego i zdobyć pierwsze szlify w dążeniu do uzyskania stopnia sternika jachtowego. Po początkowych problemach kapitan Krzysztof Laskowski, który zgodził się dowodzić rejsem zdołał wyczarterować jacht. Dzięki uprzejmości armatora – Yacht Clubu Morskiego Columbus ze Świecia, któremu składamy serdeczne podziękowania, na przystępnych warunkach udostępniono nam na dwa tygodnie stalowy szkuner sztakslowy „Dar Świecia„. Od jesieni ubiegłego roku zaczęliśmy planować rejs i pełną obsadę. Docelowym portem była stolica Danii – Kopenhaga. Już  w styczniu wszystkie miejsca w załodze były zarezerwowane. W rejsie udział biorą:

    Kap. j. Krzysztof  Laskowski – kapitan

    St. j.  Mariusz Sulewski – I oficer

    J. st. m. Jan Kromski – II oficer

    Ż.j. Adrianna Czajkowska

    Ż.j. Michał Ciborski „Ciby”

    Ż.j. Piotr Gomoła „Gomez”

    Ż.j. Marcin Łażewski

    Ż.j. Ignacy Marzecki

    Ż.j. Michał Mendyk „Czołg”

    Wszyscy poza kadrą oficerską pierwszy raz na morzu i wszyscy wyszkoleni na obozach i kursach WKŻ Pasat. Średnia wieku morskich neofitów 17-18 lat. Ostatnie tygodnie przed rejsem, to dla większości gorączkowe przygotowania: jak się wyposażyć, jakie dokumenty trzeba mieć przy sobie, jaką walutę, prowiant, ubezpieczenia i wiele, wiele innych drobiazgów oczywistych dla tych, którzy po morzach pływają od lat, ale nie dla tych, którzy wybierają się w swój pierwszy rejs.

    No i nastał pierwszy dzień. Krótko po godzinie 9.00 wszyscy uczestnicy stawili się w porcie w Górkach Zachodnich. Wybrzeże przywitało nas piękną słoneczną pogodą. Bosman sprawnie przekazał nam jacht i rozpoczęło się wielkie pakowanie. Ku wielkiemu zdziwieniu góra bagaży znikła z kei we wnętrzu jachtu i jeszcze pozostało miejsce dla uczestników. Krótkie szkolenie dotyczące zasad bezpieczeństwa, używania pasów bezpieczeństwa, alarmów, i wychodzimy na Zatokę Gdańską. Wiatr nam nie sprzyjał, mało że wiał słabo, to jeszcze w kierunków północnych, co zmusiło nas do halsówki. Na szczęście z czasem wiatr wzmógł się i jacht nieco nabrał prędkości. Około 20.00 osiągnęliśmy pierwszy port – Hel, gdzie postanowiliśmy przenocować i poczekać na zapowiadany północno-wschodni wiatr. Pierwsze wrażenia za nami i choć chwilami przechyły były spore, to chorobie morskiej nikt się nie poddał.

    Niedzielny poranek przywitał nas pięknym słońcem i słabym wiatrem. Krótki spacer po Helu, wizyta w fokarium i koło południa czas wyjść w morze. Wiatr rzeczywiście odkręcił na korzystny kierunek i wiał z siłą 2-30 B. Płynęliśmy wzdłuż Półwyspu Helskiego z zawrotną prędkością 3 węzłów, spokojne morze i tylko jeden incydent zmącił sielską atmosferę na pokładzie. Załogant zaznaczający pozycję na mapie poinformował ku zdziwieniu wszystkich na pokładzie, że…  znajdujemy się na lądzie. Oczywiście wprawne oko oficera szybko „zepchnęło” jacht z mielizny i poprawiona pozycja znalazła się na mapie. Wieczorem minęliśmy przylądek Rozewie i skierowaliśmy się w stronę Bornholmu.

    Cały poniedziałek płynęliśmy dość jednostajnie na zachód stopniowo oddalając się od polskiego wybrzeża. Po minięciu trawersu Wzgórza Rowokół traciliśmy kontakt wzrokowy z krajem. W międzyczasie uczestnicy rejsu stopniowo wgłębiali się w obsługę urządzeń pokładowych, zasady prowadzenia nawigacji i zapisów w dzienniku jachtowym. Stosunkowo spokojne morze ułatwiało łagodną aklimatyzację do morskich warunków. W wolnych chwilach na szerokim pokładzie rufowym zbierał się klub miłośników gry w Rummy, taką odmianę Remika, w której zamiast kart używa się plastikowych klocków. Świetna rozrywka na długie rejsowe godziny.

    We wtorkowy poranek ujrzeliśmy zarysy Bornholmu. Po drodze mijał nas żaglowiec Marynarki Wojennej ORP Iskra, nie obyło się bez salutowania banderą. Zdecydowaliśmy, że wchodzimy do Ronne. Dotarcie do stolicy wyspy zajęło nam pół dnia, podczas którego wachty po kolei uczyły się obsługi szczotki do szorowania pokładu i kokpitu. Zdziwiliśmy się że ten jacht może wyglądać o wiele lepiej niż na początku rejsu przy użyciu zwykłej szczotki i odrobiny detergentu. Popołudniem zacumowaliśmy w porcie jachtowym w Ronne. Udaliśmy się na pobliską plażę. To nie może być Bałtyk! – tak większość uczestników rejsu zareagowała na krystalicznie czystą wodę, która oprócz tego że czysta okazała się niestety być niewiarygodnie zimna. Później wycieczka po urokliwym kilkunastotysięcznym miasteczku, spokojne uliczki z ciekawą architekturą, małe sklepiki i kafejki, galerie sztuki. Dla większości uczestników był to pierwszy kontakt z Danią i Bornholmem w szczególności. Niestety wieczorna prognoza pogody  pogorszyła nasze nastroje: zapowiadała aktywny front i silne zachodnie wiatry przez kolejne dni. Gdyby się sprawdziła mogłoby to poważnie zagrozić terminowemu dotarciu do Kopenhagi.

    Poranek przywitał nas przelotnym deszczem i zachodnim wiatrem o sile 5-6 0B. Krótka narada załogi i decyzja: próbujemy. W południe wyszliśmy z portu na rozkołysane wody zachodniego Bałtyku. Oczywiście halsówka, przechyły i coraz większy rozkołys. To był test, mający pokazać kto już się zaaklimatyzował i nie straszne mu trudniejsze warunki. Załoga zdała ten test. Poza pojedynczymi przypadkami składania hołdów dla Neptuna  przez jednego z załogantów, który mimo tego mógł normalnie funkcjonować. Nikt nie zapadł na cięższe odmiany choroby morskiej. Ignacemu i Marcinowi tak spodobało się huśtanie, że ubrani na sztormowo zajęli miejsca obserwacyjne na koszu dziobowym, gdzie byli systematycznie podmywani przez falę. Prawdziwej odporności wymagała praca w kambuzie, ale tam już nie wszyscy chętnie się pchali, a niektórzy przebywając tam przez chwilę przybierali dziwnie nienaturalne barwy. Tutaj poza II oficerem – Jankiem znakomicie sprawdzili się Marcin, „Ciby” i „Czołg” . Po drodze trzeba było przeciąć rutę, na której niczym na Trasie Marszłkowskiej sunęły jeden za drugim kontenerowce, masowce i tankowce. W obie strony. Przydał się jachtowy radar, a przede wszystkim wzmożona obserwacja wachty nawigacyjnej.

    Około 2.00 w czwartek postanowiliśmy zawinąć na chwilę do Ystad. Zrobiliśmy sobie nocną wycieczkę po tym portowym miasteczku (no może poza Ignacym, który z własnego wyboru pełnił wachtę portową we własnej koi i niespecjalnie miał ochotę się z nią rozstać). Wyszliśmy o 6.00 rano, ciężko było wstać, a westowa szóstka jeszcze nie przestała wiać, więc czekał nas kolejny dzień halsówki w kierunku Kanału Falsterbo. Cała załoga przyzwyczaiła się już do rozkołysu i przechyłów, a wiatr stopniowo odkręcał dając możliwość płynięcia wzdłuż szwedzkiego wybrzeża. Nudę zabijano pracami na pokładzie. Praktycznie każdy miał swój wkład w to, że kolejne powierzchnie antypoślizgowe odzyskiwały oryginalny kolor. Szczególne zasługi oddała tu wachta druga, czyli „Gomez” i „Czołg”. Z kolei Ignacy zabrał się za „glansowanie mosiądzów”, dzięki czemu mosiężne knagi zaczęły wyglądać prawie jak nówki. Popołudniem dopłynęliśmy w okolice Trelleborga, gdzie trzeba było zachować ostrożność z uwagi na duży ruch promów. W końcu ujrzeliśmy wejście do Kanału Falsterbo. Żagle w dół i korzystając z „dieselgrota” pokonujemy kanał. Po przepłynięciu zwodzonego mostu zacumowaliśmy w pobliskiej marinie i poszliśmy na krótki spacer po okolicy.

    Po drodze napotkaliśmy niezliczone roje małych muszek. Do historii lingwistyki stosowanej przejdzie przypadek „Gomeza”, który w trzech znanych sobie językach próbował dowiedzieć się od tubylców jak trafić na pocztę. Problem polegał na tym że używał trzech języków jednocześnie, a w dodatku jakby na złość żaden z tych języków nie był językiem szwedzkim. Po powrocie na jacht mieliśmy okazję podziwiać niecodzienne widowisko: o zachodzie słońca wzdłuż widocznego z mariny olbrzymiego mostu łączącego szwedzkie Malmo z duńską Kopenhagą rozbłysły efektowne fajerwerki. Od miejscowych dowiedzieliśmy się że to z okazji 10-lecia funkcjonowania tego arcydzieła sztuki inżynierskiej.

    W piątkowy poranek przy dość silnym południowym wietrze na samym grocie wyruszyliśmy do Kopenhagi. Po drodze mijaliśmy olbrzymią farmę wiatrową na środku Oresundu, potem wzdłuż mostu, którego ogrom mogliśmy podziwiać dopiero z bliska  sunęliśmy baksztagiem ku duńskiej stolicy. Nawigowanie w tym rejonie wymaga sporej koncentracji, pławy torowe, znaki kardynalne, stawy, spory ruch statków – to musiało robić wrażenie na tych , którzy pierwszy raz widzą coś takiego. No i niezapomniane wrażenia – samoloty podchodzące do lądowania na Kopenhaskim lotnisku Kastrup w odstępach dokładnie jednominutowych. Wydawało nam się że zahaczą o nasze maszty, ale oczywiście było to tylko wrażenie.  Zwiedzanie Kopenhagi zaczęliśmy od opłynięcia kanałów portowych. Z wody to hanzeatyckie miasto wygląda naprawdę okazale. Popołudniem zacumowaliśmy w marinie Langelinie położonej w pobliżu słynnej kopenhaskiej Syrenki. Niestety nie dane było nam zobaczyć syrenki na żywo, gdyż została przewieziona na światową wystawę Expo, a w miejscu oryginału stał telebim pokazujący na żywo Syrenkę w … Chinach. Wieczorem na kończącego akurat w ten dzień okrągłe osiemnaście lat „Czołga” czekała niespodzianka: stylowy tort urodzinowy z osiemnastoma „świeczkami” autorstwa Ady i Marcina. Urodzinowa impreza na niewielkim jachcie może nie przypominała wieczoru w klubie, ale też było nieźle. W sumie to szkoda że nie mogliśmy przesiąść się choć na chwilę na stojący nieopodal m/y Octopus – szósty pod względem wielkości jacht motorowy świata – taki pływający prywatny hotel wielkości niedużego promu, no ale cóż solenizant nie rozdał nam wejściówek.

    Sobota, to dzień zwiedzania miasta i robienia zakupów. No tak w tym żeglarstwie to jednak najbardziej bolą nogi, a upał coraz mocniej dawał się we znaki, ale widok z wieży kościelnej po pokonaniu ponad 400 schodów – bezcenny – Kopenhaga w całej okazałości u naszych stóp. Wieczorem  wizyta na Nyhavn, gdzie po całodziennym upale orzeźwiły nas chłodzące napoje zakupione w Havnekiosken. I ten niepowtarzalny klimat, te tłumy ludzi z różnych stron świata, mówiących różnymi językami.

    Niedzielne przedpołudnie, to zajęcia w podgrupach – bieganie po centrum, zmiana warty przed Pałacem Królewskim (nieco mniej okazała niż w Londynie) i męczący upał. Po obiedzie wychodzimy w morze. Cel – powrót do Kanału Falsterbo. Dopiero po wypłynięciu z miasta temperatura robi się znośna, ale ze względu na słaby wiatr jeszcze długo podpieramy się silnikiem. Wieczorem Polskie radio podało oczekiwane z ciekawością wyniki drugiej tury wyborów prezydenckich. Do kanału dopłynęliśmy około 22.30. Niestety było to pół godziny po ostatnim planowym otwarciu mostu nad kanałem, co zmusiło nas do przeczekania nocy w porcie.

    W poniedziałkowy poranek wyruszyliśmy wzdłuż szwedzkiego wybrzeża w kierunku Bornholmu. Piękna słoneczna pogoda i ciepły południowo-zachodni wiatr o sile 3-40B powodowały iście plażową żeglugę. Co niektórzy nieźle się spiekli. Pod wieczór jednak niebo zaczęło się chmurzyć. Gdy po raz drugi przechodziliśmy „Trasę Marszałkowską” dla statków już każdy wiedział jak ocenić niebezpieczeństwo zderzenia na wodzie. Przed nami wysokie klify Bornholmu i wznoszące się nad nimi ruiny zamku Hammershus, za nami gęstniejące chmury i doganiający nas słaby deszcz. Płyniemy w kierunku stojącej na skalnym przylądku latarni Hammerodde. Po północy mijamy przylądek i kierujemy się do portu w miasteczku Allinge.

    Wtorkowy poranek przywitał nas chłodem i silnym zachodnim wiatrem. Spacer po Allinge i niespodzianka – północne wybrzeże Bornholmu jest zupełnie inne niż to znane z Ronne. Skały i wydrążone w nich niewielkie zatłoczone porciki. Korzystając z miejscowych marketów uzupełniamy braki w jachtowej spiżarni i pełną prędkością dochodzącą do 7 węzłów płyniemy w kierunku Christianso. Postanowiliśmy opłynąć wyspę – twierdzę , jednak bez zawijania do portu. Wrażenie jest niesamowite: skaliste brzegi dwóch małych wysepek połączonych kładką wzmocnione są murami obronnymi, na których rozstawione są dziesiątki dział. Ci Szwedzi to faktycznie łatwo nie mieli jak próbowali zdobywać wyspę. Nad całością góruje wieża dawnej twierdzy przerobiona na latarnię morską. Wewnątrz  portu tak ciasno, że nawet gdybyśmy chcieli, to nie było gdzie zaparkować naszego ponad trzynastometrowego „pancernika”. Skierowaliśmy się na południe w kierunku Svaneke. Wiatr chwilami jeszcze przybierał na sile, co powodowało że płynąc półwiatrem rozpędziliśmy się do 8 węzłów. Dotarcie do Svaneke zajęło nam około 1,5 godziny. Port był podobnie zatłoczony jak na Christianso, więc sporo czasu zajęło nam znalezienie bezpiecznego sposobu zacumowania.

    Svaneke to miejscowość typowo turystyczna, na uliczkach spotkać można sporo naszych rodaków. Oczywiście wybraliśmy się na spacer po urokliwym miasteczku: wystawy, artystyczna huta szkła, czy wytwórnia cukierków, gdzie można obejrzeć od początku do końca cały proces produkcji, czy ciekawy ewangelicki kościół, to tylko niektóre z odwiedzonych przez nas miejsc. Nie sposób było odmówić sobie przyjemności skosztowania wędzonych ryb w jednej z najbardziej znanych wędzarni na całym Bornholmie. Wieczór spędziliśmy oglądając telewizję w portowej świetlicy, do której każdy płacący za postój jachtu ma prawo wstępu. Z resztą Svaneke odwiedzałem zawsze z przyjemnością gdy byłem w rejonie Bornholmu, a miejscowy Bosman, który zawsze jest przyjaźnie nastawiony naszą kolejną (choć pierwszy raz tak dużym jachtem) wizytę w Svaneke uhonorował zwolnieniem nas z opłaty za postój.

    Środowe przedpołudnie spędziliśmy chodząc po Svaneke, a po obiedzie  wypłynęliśmy ku brzegom ojczystym – kierunek Łeba. Pod wieczór zachodni wiatr zaczął tężeć  i wiało 6 0B. Na otwartym morzu objawiało się to sporym rozkołysem i  latającymi po wnętrzu jachtu ruchomymi elementami wyposażenia. Ale tym razem załoga była już uodporniona na morskie bujanie. W nocy musieliśmy uważać na słynne akweny nawigacyjne nr 6 i 6a, na których odbywały się manewry wojskowe.

    Gdy wstał świt płynęliśmy już wzdłuż polskiego wybrzeża systematycznie się do niego zbliżając. Wreszcie byliśmy w zasięgu polskiej telefonii. Około południa zacumowaliśmy w największej chyba marinie jachtowej wzdłuż polskiego wybrzeża w Łebie. Miasto przywitało nas upalną pogodą. Korzystając z okazji odwiedziliśmy świetnie wyposażony sklep żeglarski, po czym udaliśmy się na dłuższy spacer do centrum. Szkoda, że piękna marina powstała tak daleko od centrum miasta. Wieczór spędziliśmy na słuchaniu szant w portowej tawernie i dyskusjach o kończącym się  rejsie.

    W piątkowy poranek udaliśmy się w ostatni etap rejsu – do Górek Zachodnich. Wiatr był słaby, więc jacht leniwie pokonywał  kolejne mile po gładkiej tafli morza. Najdłużej trwało tradycyjnie minięcie Rozewia, do którego dotarliśmy pod wieczór. Wiatr mało  jeszcze osłabł, i w dodatku zaczął kręcić. Przez czterogodzinną wachtę upłynęliśmy całe 2 mile. Nad ranem wobec braku widocznych oznak poprawy warunków wietrznych przeszliśmy na napęd mechaniczny, z pomocą którego przed południem dotarliśmy do macierzystego portu.   Pozostało tylko sklarować jacht (bosman był pod wrażeniem), uzupełnić formalności (dziennik jachtowy, opinie – rzecz jasna pozytywne, wpisy do książeczek) i wyokrętować się. Wszyscy uczestnicy rejsu twierdzili i twierdzą nadal, że gdyby tak ktoś przyszedł i zapytał: stary, czy masz czas, to oczywiście płyną w kolejny rejs.

  • Wodowanie 2011

    Choć oficjalna inauguracja sezonu żeglarskiego odbędzie się dopiero 1 maja, to już 16 kwietnia na przystani odbywały się efektowne „loty żeglarskie” i prace porządkowe.

    Jachty WKŻ Pasat oraz inne jachty zimujące na terenie portu przy pomocy dźwigu wzniosły się w powietrze aby ostatecznie znaleźć się na wodzie. Niski stan wody w Zalewie Koronowskim spowodował że „loty” były wyjątkowo długie i co ważne załogowe. Poniżej krótka fotorelacja uwieczniona przez dyżurnego kontrolera lotów kol. Tadeusza Mrozka. Dzielnym „lotnikom” i obsłudze naziemnej przygotowującej jachty i przystań do nowego sezonu dziękujemy.

    wodowanie2011.gif
  • Obozy Żeglarskie 2019

    3 sierpnia 2019 zakończyliśmy młodzieżowe obozy żeglarskie „Wakacje pod żaglami”.

    Odbyły się dwa turnusy, podczas których wachty szkoleniowe zdobywały wiedzę i umiejętności do egzaminu na stopień żeglarza jachtowego, a wachty turystyczne doskonaliły swoje umiejętności pływając pod czujnym okiem kadry instruktorskiej po Zalewie Koronowskim. Łącznie w obu turnusach uczestniczyło 29 młodych adeptów żeglarstwa (15 – I turnus, 13 – II turnus). Oprócz nauki i wypoczynku podczas obozów odbyło się spotkanie z funkcjonariuszami Policji Wodnej, podczas którego uczestnicy dowiadywali się o zasadach bezpiecznego wypoczynku nad wodą oraz uczyli się udzielania pierwszej pomocy. Komendantem obozów był kol. Krzysztof Laskowski, a kadrę instruktorską stanowili: Mariusz Sulewski, Rafał Walkowiak, Romuald Galor oraz Tomasz Rzęski. Egzaminy na patenty żeglarskie przeprowadzone przez Komisję Egzaminacyjną PZŻ jak co roku potwierdziły wysoki poziom wyszkolenia. Świeżo upieczonym żeglarzom serdecznie gratulujemy i życzymy dalszego żeglarskiego rozwoju i wielu udanych rejsów.

Dodaj komentarz